"Mama na obcasach" z Magdaleną Wolińską-Riedi: Spełniona mama to spełniona kobieta

"Mama na obcasach" z Magdaleną Wolińską-Riedi: Spełniona mama to spełniona kobieta

„Mama na obcasach” to cykl wywiadów z kobietami, dla których zarówno realizacja zawodowa, jak i posiadanie dzieci są najważniejszymi celami w życiu. Wybrane bohaterki, w rozmowie z Magdaleną Szefernaker, opowiedzą o tym jak na co dzień skutecznie łączą te dwa niezwykle wymagające obszary życia. Zmierzą się także ze stereotypowym przekonaniem, że kobieta musi wybrać czy robi karierę zawodową, czy chce mieć rodzinę i zająć się dziećmi. Pokażą, że macierzyństwo to nie przeszkoda, ale często wręcz przeciwnie – początek kariery zawodowej.

Poniedziałkowym gościem poranka „Siódma 9” była niezwykle zapracowana i zabiegana kobieta, korespondentka TVP w Rzymie i Watykanie, autorka książki „Kobieta w Watykanie”, a jednocześnie mama dwóch fantastycznych nastoletnich córek – Melanii i Maryni – Magdalena Wolińska-Riedi.

MSz: Magdaleno, rok temu odbyła się premiera Twojej pierwszej książki, a już lada dzień będziemy mogli znaleźć na półkach w księgarniach Twoją drugą książkę „Zdarzyło się w Watykanie”. Kiedy znajdujesz czas na pisanie książek?

MWR: Faktycznie czas na pisanie książek to jest duże wyzwanie, a już szczególnie dużym wyzwaniem było dla mnie napisanie tej drugiej książki. Zaledwie rok temu ukazała się moja pierwsza publikacja „Kobieta w Watykanie”. Ta kolejna pozycja jest pewną kontynuacją pierwszej, a z drugiej strony jest napisana w zupełnie innym charakterze. Co więcej, książka ta powstawała w okresie mojej bardzo intensywnej pracy dla Telewizji Polskiej, czyli w okresie trzech miesięcy koronawirusa, kiedy to pracowałam po kilkanaście godzin na dobę. A niestety terminy i zobowiązania wobec wydawnictwa powzięte jeszcze przed wybuchem epidemii, były nieubłagane i musiałam pewne części książki oddawać regularnie. Na szczęście wszystko się udało.  

Jakie niezwykłe historie, dotąd nikomu nieznane, będziemy mogli przeczytać w Twojej książce, której premiera już niebawem – 14 października?

W „Zdarzyło się w Watykanie”, podobnie jak w „Kobieta w Watykanie”, wprowadzam czytelnika do świata za Spiżową Bramę, ale jednocześnie oddaję głos dziesięciu fantastycznym osobom, które od wielu lat, a niektórzy nawet od 30 lat, tworzą tkankę Państwa Watykańskiego. Są to osoby wybrane przeze mnie w pewnym kluczu selekcji, są to osoby świeckie, o których nikt nigdy nie słyszał, jak na przykład ogrodnik papieski, czy windziarz, który opowiada niezwykłe historie na przykład o Fidelu Castro, który jechał znerwicowany do Jana Pawła II i był w ogromnym napięciu przed tym, co go tam spotka. Znajdziemy tam historie, o których nikt nigdy nie śnił, więc tym bardziej czuję się zaszczycona, że te osoby po raz pierwszy zdecydowały się opowiedzieć właśnie w mojej książce o tych swoich  niezwykłych przeżyciach w Watykanie.  

COVID-19 to słowo, które od kliku miesięcy nie schodzi z ust wszystkich ludzi w Europie, ale również na świecie. Ostatnie miesiące były dla Ciebie i dla Twojej rodziny niezwykle trudne. Można powiedzieć, że z dziennikarki, która do tej pory relacjonowała raczej spokojne materiały, dotyczące Watykanu i pielgrzymek papieskich nagle stałaś się korespondentką z pierwszej linii frontu walki ze śmiertelną epidemią. Który moment był najtrudniejszy w tym czasie zarówno w pracy, jak i w życiu rodzinnym?

Najtrudniejsza była dla mnie moja sytuacja życiowa, która paradoksalnie ułożyła się tak, że chwilę przed zamknięciem granic moje dzieci były na nartach w Szwajcarii u swoich dziadków i okazało się, że nie mogły stamtąd wrócić. W ciągu kilku godzin zamknięto granice włoskie, a potem poszczególnych innych państw w  Europie. I mnie wtedy zmroziło, bo w jednej chwili zdałam sobie sprawę, że jesteśmy niejako na wojnie. Próbowałam poprzez konsulat, przez ambasadę dostać się do dzieci, chciałam do nich jechać na włosko-szwajcarską granicę, żeby je odebrać. Niestety usłyszałam stanowcze „nie”. Powiedziano mi,  że w ogóle nie ma mowy, bo jestem w Rzymie, w oku cyklonu, gdzie rozpętała się burza i wielka walka z nieznanym wrogiem. I rzeczywiście jak przypomnimy sobie koniec lutego, marzec i kwiecień to we Włoszech działo się szaleństwo. I ja w tamtym czasie – teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że było to niejako szczęście w nieszczęściu – wiedząc o tym, że dzieci są bezpieczne, bo był z nimi tata i dziadkowie, miały też szkołę online, mogłam się totalnie poświęcić pracy i dzień w dzień na ogromnej adrenalinie relacjonować dla widzów to, co działo się na Półwyspie Apenińskim. Było to dla mnie w pewnym sensie przerażające, bo tak naprawdę nie wiedzieliśmy co będzie się działo następnego dnia.

Oglądaliśmy Twoje relacje w Telewizji Polskiej. Ile czasu nie widziałaś się z dziećmi?

Trzy miesiące, dokładnie do 4 czerwca. Dla mnie to było bardzo długo. To była taka sytuacja, której przed epidemią w ogóle nie byłabym sobie w stanie wyobrazić. Wszystko wynikało z tego, że granice były nadal zamknięte i cały czas słyszeliśmy tylko informację, że jeszcze tydzień, jeszcze dwa tygodnie. Dzieci żyły tą nadzieją, ja żyłam tą nadzieją.

Jak sobie radziliście w tym czasie?

Oczywiście pomocne wtedy były wszelkie technologie, codziennie widzieliśmy się na FaceTime’ie, lekcje z dziećmi odrabiałam online. Chociaż w ciągu dnia od wczesnego rana do wieczora byłam bardzo zajęta relacjami dla telewizji, to potem wieczorami długie godziny spędzałyśmy razem i to dawało nam siłę, żeby przetrwać te najtrudniejsze momenty. Natomiast były też takie chwile, że płakałam w poduszkę, co wynikało z tego, że byłam kompletnie sama w Watykanie.

Kariera zawodowa albo macierzyństwo – dla niektórych to zupełnie dwa oddzielne światy, a Ty niewątpliwe je łączysz. Jak Ci się to udaje?

Staram się je łączyć. Ne zastanawiam się nad tym w codziennym życiu tylko idę do przodu. Wcześniej też zawsze pracowałam, zawsze studiowałam, byłam bardzo aktywna i to macierzyństwo tak zupełnie naturalnie wplotło się w moje życie, które zawsze było intensywne. Chociaż w tym pierwszym okresie życia zarówno mojej pierwszej, jak i drugiej córeczki zdecydowanie zwolniłam. Oczywiście wtedy też pracowałam, ale jak tłumacz Roty Rzymskiej Trybunału Najwyższego Watykanu, gdzie m. in. zajmowałam się aktami unieważnień małżeństw kościelnych. I to była praca dużo spokojniejsza, a potem stopniowo angażowałam się coraz bardziej, realizowałam filmy, ale zawsze dzieci były absolutnie na pierwszym miejscu i dla dzieci również teraz mogłabym w jednym momencie zrezygnować z mojej pracy zawodowej, z mojej kariery jeśli byłaby taka potrzeba. Jestem tego zdania, że pracująca mama, która jest spełniona zawodowo, która jest szczęśliwa i promieniująca pozytywną energia, jest bardzo dobrym ładunkiem pozytywnych wskazówek dla własnych dzieci. I to właśnie kształtuje moje dzieci, jak również to, że widzą mnie w telewizji z papieżem na przykład w Japonii czy na Madagaskarze i możemy porozmawiać o mojej pracy.

Z tego co mówisz wynika, że dla Ciebie posiadanie dzieci to jest wręcz siła napędowa do osiągania sukcesów.

Zdecydowanie, dlatego że spełniona mama to jest spełniona kobieta. To jest kobieta pełna pozytywnego nastawienia do życia, której chce się wstawać o 6 rano, bo wie, że za chwilę zobaczy uśmiech swoich dzieci, które wyskakują z łóżek, przygotowuje je do szkoły, odprowadza na lekcje. Jeśli daj Boże dzieci są zdrowe i jadą do szkoły na kilka godzin, a ona w tym czasie pracuje, to nawet jak jest zmęczona z radością wraca do dzieci. Ja sama czasami dosłownie padam po tych kilkunastu godzinach intensywnych relacji, ale wracam do domu pełna energii i o godzinie 20 biorę się za przygotowanie naszej, włoskiej pasty i jemy razem kolację. Mnie ogromnie relaksuje gotowanie, a przy tym dzieci są ze mną w kuchni, odrabiają lekcje i opowiadają mi jak im minął dzień.

Jaka jest Twoja recepta na to, by z sukcesem realizować się na tych dwóch płaszczyznach – zawodowej i macierzyńskiej?

Na pewno macierzyństwo jest dla mnie zawsze na pierwszym miejscu. Dlatego, że jeśli kobieta ma w sobie jakąś taką niepewność czy dylemat to wówczas nie jest szczęśliwa, a macierzyństwo to jest podstawowe źródło radości każdej kobiety. I jestem o tym przekonana. A szczęśliwa kobieta z powodu posiadania szczęśliwych dzieci ma wielką siłę i energię do tego, aby przenosić góry i dobrze spełniać swoją rolę również zawodową.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Magdalena Szefernaker – dziennikarz, rzecznik prasowy, ekspert public relations. Szczęśliwa żona i mama dwóch fantastycznych synów – Stasia i Jasia. Na co dzień stara się skutecznie łączyć macierzyństwo z pracą zawodową, o czym będzie też rozmawiać z bohaterkami audycji „Mama na obcasach”.

back to top

Partnerzy

ŻYWA WIARA