"Mama na obcasach" z Lidią Sadową: Macierzyństwo jest rozwojem samej siebie

"Mama na obcasach" z Lidią Sadową: Macierzyństwo jest rozwojem samej siebie

„Mama na obcasach” to cykl wywiadów z kobietami, dla których zarówno realizacja zawodowa, jak i posiadanie dzieci są najważniejszymi celami w życiu. Wybrane bohaterki, w rozmowie z Magdaleną Szefernaker, opowiedzą o tym jak na co dzień skutecznie łączą te dwa niezwykle wymagające obszary życia. Zmierzą się także ze stereotypowym przekonaniem, że kobieta musi wybrać czy robi karierę zawodową, czy chce mieć rodzinę i zająć się dziećmi. Pokażą, że macierzyństwo to nie przeszkoda, ale często wręcz przeciwnie – początek kariery zawodowej.

Poniedziałkowym gościem poranka „Siódma 9” była kobieta, która od dzieciństwa marzyła o tym, by zostać aktorką i udało jej się spełnić to marzenie, ale podjęła też inne niezwykle ważne wyzwanie – została mamą i to mamą trójki fantastycznych, pełnych energii chłopaków – 4-letniego Jędrusia, 2-letniego Witka i siedmiomiesięcznego Józia. Mowa o Lidii Sadowej.

(MSz): Lidia, czytam o Tobie takie słowa: jedna z najbardziej obiecujących aktorek młodego pokolenia. Znana z licznych ról teatralnych i serialowych m.in. „Na Wspólnej”, „Ranczo”, „Stulecie Winnych”, zadebiutowała także na dużym ekranie. Ostatnio równie mocno zaangażowana w role dubbingowe, zarówno w animacjach, jak i grach komputerowych, gdzie dużą rozpoznawalność przyniosła jej rola Elsy z „Krainy Lodu”. Jak Ty na to wszystko znajdujesz czas?

(LS): No jakoś muszę. (śmiech) Jednak czasami nie znajduję i wtedy muszę odmawiać. Muszę selekcjonować w co mogę wejść, a w co nie. Każda mama to zna.

Miliony dzieci na całym świcie obejrzało „Krainę Lodu”. U mojego starszego syna Stasia na balu karnawałowym w przedszkolu, co druga dziewczynka była przebrana za Elsę... a jak nie byłą Elsą to była jej siostrą Anną. Jak to jest podkładać głos do głównej bohaterki w oscarowej animacji Walta Disneya?

To akurat jest fantastyczna sprawa, bo ja bajki Disneya kochałam od zawsze i nadal je kocham, mimo że już jestem starą babą. Dlatego jak się dowiedziałam, że wygrałam casting to byłam przeszczęśliwa, a potem jak się jeszcze okazało, że ta bajka odniosła taki sukces na całym świecie i miliony małych dzieci kochają Elsę to duma, że mogłam brać w tym udział, była jeszcze większa.

Co u Ciebie zdecydowało, że zostałaś aktorką? Talent? Umiejętności?

Najpierw marzenia, bo bardzo chciałam zostać aktorką. Dużo, dużo szczęścia, a potem ciężkiej pracy. Bez tych dwóch składowych chyba nie da się z sukcesem funkcjonować w aktorstwie. Reasumując, trzeba mieć dużo szczęścia w tym zawodzie i pracować, żeby to umieć potem odpowiednio wykorzystać.

Często patrząc na osoby sławne lub znane widzimy tylko wierzchołek góry lodowej i nie wiemy ile pracy musiały wykonać, ile przeszkód pokonać, by dojść do tego miejsca, w którym się obecnie znajdują.

Wydaje mi się, że to dotyczy większości zawodów i większości tak zwanego sukcesu. Jak widzimy kogoś, kto coś potrafi – czy to jest malarz, muzyk, dziennikarz czy pan mechanik, to wydaje nam się, że on te wszystkie rzeczy robi tak na pstryk i w ogóle nie kosztuje go to żadnego wysiłku. A prawda
jest taka – żeby móc później pewne rzeczy robić szybciej, lepiej, profesjonalnie to trzeba wielu lat ciężkiej pracy i doskonalenia warsztatu. Tak jak już powiedziałaś wcześniej – to się nie bierze znikąd. Uważam, że popularność może wziąć się przypadkiem, ale jeżeli coś ma jakąś wartość i jest na odpowiednim poziomie to na pewno idzie za tym praca, wyrzeczenia, cierpliwość i tak dalej. 

Tobie na pewno nie można odmówić wyrzeczeń i ciężkiej pracy. Z tego co wiem to do ostatniego miesiąca w ciąży biegałaś jeszcze na plan filmowy.

Tak to prawda, jeszcze w pierwszej ciąży z Jędrusiem biegałam na plan filmowy „Rancza”. Nawet reżyser śmiał się i mówił, że cieszy się, że syn poczekał, bo inaczej nigdy by tego nie skręcili. I teraz w ”Stuleciu Winnych”, w ostatnim sezonie, Józio „siedział u mnie w brzuchu”.

Rozumiem, że Józio był bardzo grzeczny i nie przeszkadzał mamie?

Tak, był grzeczny i nie przeszkadzał.(śmiech)

Zapewne inaczej jest być aktorką Lidią Sadową bez męża i dzieci, a inaczej jest być aktorką, która ma męża, rodzinę i jest mamą trójki dzieci. Jak to jest u Ciebie – posiadanie dzieci ułatwia Ci wykonywanie zawodu aktorki czy wręcz przeciwnie?

I tak i nie, bo rzeczywiście czasu jest mniej i jestem bardziej zmęczona. Mam też ograniczone możliwości przyjmowania pracy. Z wielu rzeczy, które chciałabym zrobić, muszę zrezygnować. Na przykład niedawno miałam taki projekt, który wymagał ode mnie tego, bym pojechała pod czeską granicę, no i wiadomo, z tej racji, że mam malucha w domu, po prostu nie mogłam tego przyjąć. Uważam, że my jako mamy będąc w domu – i jak to się często słyszy: „siedzi w domu i nic nie robi” – to my siedząc w domu i nic nie robiąc ogarniamy wszystko. Multitasking mamy w małym palcu, jesteśmy mega zorganizowane. Uważam, że potrafimy działać pod presją czasu, w dużym stresie. Mnie na przykład zawsze bardzo interesował rozwój dziecka, dlatego też poszerzyłam sobie tę wiedzę, również pod względem psychologicznym. I nie ukrywam, że te informacje przydają mi się również w mojej pracy, bo przekładam to sobie na różne role i potem łatwiej mi rozgryźć różne postaci. Ta wiedza również bardzo pomaga w kontakcie z ludźmi.

Czyli macierzyństwo również pomaga Ci w pracy?

Wbrew pozorom z racji tego, że jestem spełniona w domu, że mam dzieci i męża – co daje mi poczucie spokoju i szczęścia, to wiem, że dzięki temu w swojej pracy mam dużo więcej wolności w sobie i ciekawości, i to napędza mnie, daje mi odwagę, żeby szukać nowych wyzwań, a także próbować czegoś innego. Przyznam szczerze, że kiedyś nie miałam tyle odwagi w sobie, a teraz mam.

W Twoim przypadku, przy tak intensywnej pracy, macierzyństwo wymaga niezwykłej organizacji. Nie da się ukryć, że troje dzieci to bardzo duże wyzwanie, również w sensie logistycznym. Jak zatem udaje Ci się to wszystko pogodzić? Przecież Józio ma dopiero 7 miesięcy, a Ty już wróciłaś do pracy.

Na co dzień to wygląda tak, że dzielimy się z mężem opieką nad dziećmi. Na przykład dubbingi biorę wieczorem, kiedy mąż już wróci z pracy i może przejąć dzieci. Wtedy ja zostawiam mleko i jadę na nagranie. To też nie jest tak, że ja pracuję osiem godzin dziennie, tylko na razie to jest maksymalnie  godzina lub dwie. Inaczej jest w przypadku planu zdjęciowego, wtedy musimy już mieć dodatkową pomoc. Oczywiście jeżeli mąż może to bierze wolne w pracy, a jeśli nie ma takiej możliwości to czasami korzystamy też z pomocy mojej mamy albo staramy się zorganizować jeszcze kogoś innego. Zdarza się i tak, że muszę po prostu z Józikiem jechać do pracy i wtedy są dantejskie kombinacje jak to zrobić, żeby maluch za bardzo się nie odzywał, a ja żebym mogła w tym czasie nagrywać sceny.

Czym zatem dla Ciebie jest macierzyństwo?​

Macierzyństwo jest dla mnie rozwojem samej siebie, bo wiem, że dzięki moim chłopakom rozwijam się jako człowiek. Macierzyństwo jest też dla mnie ogromnym darem miłości. Mam świadomość, że dostałam tyle miłości za nic i że nie musiałam, i nie muszę być nie wiadomo jaka, bo ktoś mnie po prostu kocha za to, że jestem. Tak samo ja kogoś kocham za to, że po prostu jest i już zawsze będę kochać. To jest najbardziej niesamowite w tym wszystkim.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

fot. Weronika Kosińska

back to top

Partnerzy

ŻYWA WIARA