"Mama na obcasach" z Anną Skórzyńską: Przede wszystkim jestem mamą

"Mama na obcasach" z Anną Skórzyńską: Przede wszystkim jestem mamą

„Mama na obcasach” to cykl wywiadów z kobietami, dla których zarówno realizacja zawodowa, jak i posiadanie dzieci są najważniejszymi celami w życiu. Wybrane bohaterki, w rozmowie z Magdaleną Szefernaker, opowiedzą o tym jak na co dzień skutecznie łączą te dwa niezwykle wymagające obszary życia. Zmierzą się także ze stereotypowym przekonaniem, że kobieta musi wybrać czy robi karierę zawodową, czy chce mieć rodzinę i zająć się dziećmi. Pokażą, że macierzyństwo to nie przeszkoda, ale często wręcz przeciwnie – początek kariery zawodowej.

Poniedziałkowym gościem poranka „Siódma 9” była Anna Skórzyńska, mama trójki fantastycznych dzieciaków – 11-letniegio Antosia, 9-letniej Helenki i 3-letniej Marysi, a zarazem pomysłodawczyni i założycielka Szumisiów.

(MSz): Z Szumisiami zasypia już blisko milion dzieci w Polsce i w kilku krajach Europy. Ten produkt znają zwłaszcza rodzice małych dzieci, którzy szukają skutecznego sposobu na uśpienie maluszka. Skąd pomysł na stworzenie Szumisia?

(AS): Pomysł na stworzenia Szumisia pojawił się po prostu z życia. Mówi się, że potrzeba jest matką wynalazków i w moim przypadku tak właśnie było. To przysłowie spełniło się w 100 procentach. Kiedy pierwszy raz zostałam mamą, czyli 11 lat temu, mój mały synek miał problemy z zasypianiem i najlepiej pomagała mu suszarka. Kiedy włączaliśmy z mężem suszarkę to Antoś od razu rozkładał rączki i zasypiał. Pamiętam, że ta suszarka bardzo mu pomagała zasnąć.

Przyznam szczerze, że my też tym sposobem usypialiśmy pierwszego syna.

Co by nie mówić ta metoda naprawdę działa i już teraz wiem, że to nie jest jakaś czarna magia, i że ta suszarka nie ma jakiejś cudownej mocy. Chociaż wtedy tak mi się to wydawało i nie wiedziałam skąd się bierze jej skuteczność. Już dzisiaj wiem, że to biały szum, czyli dźwięk, który jest podobny do dźwięku suszarki czy odkurzacza. W tamtym czasie jednak suszarka była dla nas niezawodna, chociaż szybko się okazało, że ten sposób jest mało wygodny, a do tego mało bezpieczny, chociażby dlatego, że ciężko jest zostawić samego maluszka z suszarką. Dodatkowo taki sposób usypiania dziecka był też drogi – nie dość, że popaliło nam się parę suszarek to jeszcze rachunki za prąd znacznie wzrosły. Reasumując, suszarka to może i był skuteczny sposób, ale na pewno nie na dłuższą metę.

To wszystko spowodowało, że znalazłaś inny sposób na to, by usypiać dzieci.

Tutaj wszystko razem się nałożyło, z jednej strony taka wewnętrzna determinacja, żeby znaleźć skuteczny sposób na spokojny sen maluszka, a z drugiej znużenie i zmęczenie młodej mamy, która spędzała całe noce z suszarką w ręku. Pamiętam jak któregoś wieczoru siedziałam właśnie z tą suszarką nad łóżeczkiem Antosia i tak sobie pomyślałam, że dobrze by było gdyby ktoś schował ten szum suszarki do jakiegoś misia, żeby go można było po prostu zostawić przy dziecku i choć na chwilę pójść do pokoju obok, do męża i odpocząć. I to była taka myśl, która zrodziła się we mnie. Jednak w tamtym czasie nie było żadnych takich misiów, które miałyby taki szum w sobie. I w ten sposób ten pomysł w jednej chwili, jak na jakiejś kreskówce, pojawił się w mojej głowie.

I po czterech latach intensywnej pracy udało Ci się wypuścić na rynek pierwszego Szumisia.

Tak, wypuszczenie pierwszego Szumisia zajęło mi cztery lata, ale oczywiście przez ten cały czas nie siedziałam i nie zajmowałam się tylko tworzeniem misia z koleżankami. To były cztery lata, w czasie których ta myśl się rozwijała, ale przede wszystkim ja byłam mamą na etacie po urodzeniu synka, a niedługo później zaszłam w ciążę z córeczką. Potem znów wróciłam do pracy.

Reasumując można powiedzieć, że macierzyństwo pomogło Ci odnaleźć swoje miejsce w biznesie, pomogło Ci odnaleźć pracę, która jednocześnie stała się Twoją pasją. Chociaż praca na własny rachunek nie oznacza wcale, że wszystko będzie szło jak z płatka.

Nigdy nie myślałam o tym, żeby mieć swój własny biznes, to nie było moim priorytetem, co więcej ja nigdy nie marzyłam o tym, żeby posiadać swoją firmę. Byłam mamą pracującą na etacie, ale nie ukrywam, że to macierzyństwo właśnie sprawiło, że ja o tej pracy na etacie zaczęłam myśleć zupełnie inaczej. Zaczęłam marzyć, nie tyle o własnej firmie, co raczej o tym, by mieć więcej czasu dla dzieci. Jeszcze wtedy wydawało mi się, że własna firma równa się więcej czasu i to, że nie muszę wychodzić z pracy po ośmiu godzinach, zawsze o tej samej porze i zaczynać codziennie o godzinie 7.30. Zakładałam, że pracując na własny rachunek będę częściej w domu, a czas będę dopasowywać do moich dzieci. Tak mi się jeszcze wtedy wydawało, że własna firma będzie rozwiązaniem na to, żeby tego wspólnego czasu z dziećmi mieć więcej.

Teraz, gdy masz już swoją firmę udaje Ci się realizować to założenie i masz więcej czasu dla dzieci i rodziny?

Pierwsze dwa lata całkowicie zmieniły moje myślenie o tym, że własna firma to jest więcej czasu dla dzieci, ale po tym pierwszym, trudnym okresie rozwoju, mogę powiedzieć, może nie tyle, że mam więcej czasu, ale na pewno mój czas jest dużo bardziej elastyczny. Mam też w sobie ten spokój, że kiedy moje dziecko zachoruje nie muszę prosić o zwolnienie, rano informować szefa, że mnie nie będzie, a potem w ciągu dnia ”siedzieć z dziećmi i z komputerem na głowie”. Takie właśnie miałam wspomnienia z pierwszych lat macierzyństwa, kiedy nie było tak łatwo z organizacją pracy, a choroba dziecka wcale nie oznaczała, że mogę spokojnie iść na zwolnienie, tylko musiałam swoją pracę wykonywać w domu. Także własna firma na pewno mi to ułatwiła, a dzisiaj kiedy Szumisie są już na rynku dłużej to mogę śmiało powiedzieć, że tego czasu mam po prostu więcej.

Jaką cenę musiałaś zapłacić za to, żeby móc z jednej strony spełniać się jako mama, a z drugiej nie rezygnować z ambitnych planów zawodowych?

To z pewnością jest cena życia na bardzo wysokich obrotach przez pierwsze dwa lata rozkręcania własnego biznesu. I chociaż przyjęłam zasadę, że będę poświęcała odpowiednią ilość czasu na pracę, to na początku moja firma zaczęła bardzo prężnie się rozwijać i pojawiła się taka pokusa, że jeśli będę więcej czasu przeznaczała na pracę to w konsekwencji mój biznes jeszcze szybciej się rozkręci. Jednak pamiętam, że od początku ustawiłam sobie takie priorytety, że ja jestem przede wszystkim mamą i wiedziałam, że nie mogłabym sobie darować tego, że te dwa czy trzy lata przeminą, a moje dzieci z przedszkola czy ze szkoły będzie odbierał ktoś inny niż ja, zaprowadzał ktoś inny i jeszcze z kim innym będą odrabiać lekcje. Bardzo chciałam ten czas spędzać z nimi. Zatem na pewno ceną było życie na bardzo wysokich obrotach. Mój dzień przeważnie wyglądał tak, że do godziny 15, kiedy dzieci były w przedszkolu lub szkole, byłam w firmie, a potem jechałam po nie. Czasami nawet sama się z siebie śmiałam, że póki są w szkole to występuję na jakichś konferencjach, na wielkiej sali pełnej ludzi i opowiadam o Szumisiach, a za 20 minut jestem już w dresie, w spiętym koku i idę z wózkiem po dziećmi. Także to były te dwa światy i życie na tych dwóch biegunach w bardzo szybkim tempie.

Bardzo często w ogólnym myśleniu pokutuje takie stereotypowe podejście do biznesu, że biznesem zajmują się przede wszystkim mężczyźni – biznesmeni. Natomiast biznes prowadzony przez kobietę i to w dodatku taką, która jest mamą i zajmuje się dziećmi to już jest w ogóle jakiś ewenement. Co byś chciała powiedzieć takiej kobiecie, która chciałaby założyć własną firmę, co byś jej doradziła na początek?

Na pewno bym powiedziała, że warto spróbować, że w życiu dużo bardziej żałuje się tego, czego się nie zrobiło, niż to, co zrobiło się źle. Ja też chciałabym pięć lat temu usłyszeć takie słowa, że warto spróbować, bo już dzisiaj wiem, że na pewno warto, a wtedy jeszcze nie do końca byłam o tym przekonana.

Warto też spojrzeć na to w taki sposób, że jeżeli można realizować swoją pasję, a słyszę, że wybrzmiewa to z Twoich wypowiedzi, to na pewno należy to zrobić, bo daje to niesamowite poczucie spełnienia i satysfakcji. A przecież szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.

Zdecydowanie mam w sobie ogromne poczucie spełnienia. Uważam, że niezwykle ważny jest ten balans i spełnienie na polu zawodowym i na polu prywatnym, w moim przypadku w macierzyństwie. Wiem, że nie odpuściłam żadnej z tych stref i to mi daje szczęście. Aczkolwiek nie odbieram też nikomu szczęścia tylko dlatego, że wybiera inną drogą – na przykład bycia tylko z dziećmi, bo nie ma potrzeby realizowania się zawodowo. Uważam, że jest to tak samo piękna droga i jeżeli taka mama jest szczęśliwa to i dzieci będą szczęśliwe.

Gdybyś miała wymienić jeden, najważniejszy czynnik, który pozwala Ci skutecznie łączyć karierę zawodową z macierzyństwem, to co by to było?

Dla mnie najważniejsze są priorytety – wiem, że przede wszystkim jestem mamą.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

back to top

Partnerzy

ŻYWA WIARA