„Mama na obcasach” z Barbarą Sochą: Praca zawsze była dla mnie numerem dwa

„Mama na obcasach” z Barbarą Sochą: Praca zawsze była dla mnie numerem dwa

„Mama na obcasach” to cykl wywiadów z kobietami, dla których zarówno realizacja zawodowa, jak i posiadanie dzieci są najważniejszymi celami w życiu. Wybrane bohaterki, w rozmowie z Magdaleną Szefernaker, opowiedzą o tym jak na co dzień skutecznie łączą te dwa niezwykle wymagające obszary życia. Zmierzą się także ze stereotypowym przekonaniem, że kobieta musi wybrać czy robi karierę zawodową, czy chce mieć rodzinę i zająć się dziećmi. Pokażą, że macierzyństwo to nie przeszkoda, ale często wręcz przeciwnie – początek kariery zawodowej.

Poniedziałkowym gościem poranka „Siódma 9” była Barbara Socha – mama trzech synów: Janka (18 lat), Antka (16 lat), Franka (10 lat) i dwóch córek: Marysi (12 lat) i Magdy (6 lat), do tego menedżer, urzędnik państwowy, a obecnie od 2019 roku pełnomocnik rządu do spraw polityki demograficznej.

(MSz): W ciągu ostatnich blisko 20 lat zajmowałaś stanowiska kierownicze w międzynarodowej korporacji, a od ponad roku jesteś odpowiedzialna za zwiększenie dzietności w naszym kraju i promocję tradycyjnego modelu rodziny – to trochę tak jakbyś miała przełożyć funkcjonowanie Twojej rodziny na cały kraj. Jak to jest wychowywać pięcioro dzieci i w międzyczasie czasie tak intensywnie pracować?

(BS): To wszystko faktycznie brzmi bardzo intensywnie. Na pewno to nie jest tak, że w życiu to wszystko dzieje się naraz. Zatem, gdy patrzę na swoją karierę zawodową to uważam, że najważniejsza decyzja, którą podjęłam jeszcze na etapie planowania tego, jak chcę żeby moje życie wyglądało, to było uświadomienie sobie, że najważniejszym projektem, który zawsze jest dla mnie numer jeden, jest rodzina. Nigdy nie miałam tutaj żadnych wątpliwości. Później całe swoje dalsze życie budowałam wokół tego pomysłu, a praca zawsze była dla mnie numerem dwa. Moim priorytetem było to, żeby wspólnie z moim mężem planować co chcemy robić i tutaj naszym wielkim marzeniem było stworzenie domu, którego podstawą miałaby być rodzina z gromadką dzieci. I od razu przyznam, że na początku w ogóle nie myślałam o piątce dzieci. (śmiech)

Chyba nikt na początku nie myśli o takiej liczbie dzieci?

Powiem więcej – nawet trójka mnie przerażała. I zastanawiałam się raczej między jednym dzieckiem a dwójką, ale dom to było zawsze coś co było dla nas oczywiste i temu podporządkowaliśmy całe nasze działanie. Idąc dalej tym tokiem myślenia to dla mnie również oczywistym było, że skoro mamy mieć dzieci, to te dzieci ja muszę urodzić, a skoro ma powstać dom to trzeba na niego zgromadzić odpowiednie środki, więc podzieliliśmy się rolami. Pierwsze takie moje doświadczenie macierzyństwa było bardzo trudne, bo ja już wcześniej pracowałam w korporacjach na cały etat, równocześnie studiowałam dwa kierunki i dla mnie macierzyństwo oznaczało ogromne poczucie zamknięcia. I tak właśnie przeżyłam pierwsze macierzyństwo i pierwszy poród. Do tego towarzyszyła mi wielka samotność – z osoby, która do tej pory była bardzo aktywna i dla której dom był przede wszystkim hotelem, nagle stałam się osobą, która całe dnie musiała spędzać w domu z dzieckiem, z którym nie dało się o niczym porozmawiać, i które w dodatku nie dało mi się wyspać. I to wszystko przepłaciłam depresją, która trwała u mnie prawie rok.

Cieszę się, że o tym mówisz, bo wiele kobiet zwłaszcza po urodzeniu pierwszego dziecka przeżywa podobne emocje czy nawet stany depresyjne i na pewno nie jesteś odosobniona z tymi przeżyciami.

Ja też znam wiele takich przykładów i dziś przyznaję, że to było dla mnie bardzo trudne doświadczenie i to do tego stopnia, że jak jeszcze dzisiaj oglądam zdjęcia z tamtych czasów to czuję po prostu fizyczny ból. Z jednej strony jest to dla mnie przykre, że takie mam skojarzenie z tamtym okresem w moim życiu, ale taka jest prawda, taka jest rzeczywistość.

Na szczęście widać, że ten etap już dawno za Tobą, bo urodziłaś jeszcze czworo dzieci.

Tak, udało mi się wyjść z tej depresji i wyleczyłam się z tej choroby, i potem urodziłam drugie dziecko. Później podjęliśmy z mężem bardzo trudną decyzję – myślę, że już drugi raz bym tego nie zrobiła – zdecydowaliśmy się na dłuższą rozłąkę, mój mąż przyjął propozycję pracy za granicą i przyjeżdżał raz na osiem tygodni. Ja z dwójką dzieci i z pracą byłam sama, kolejny rok. I to też było bardzo trudne doświadczenie.

Z tego co mówisz początki Twojego macierzyństwa i rozwoju Twojej ścieżki zawodowej były bardzo trudne…

To prawda, ale za to od trzeciego dziecka to już była prawdziwa sielanka. Mówiąc sielanka mam na myśli to, że każde kolejne dziecko jest już dużo łatwiejsze w obsłudze, a do tego jest coraz więcej interakcji między rodzeństwem i dlatego taki maluch wymaga też mniej uwagi ze strony rodzica. Ja z moją Marysią, która była trzecia, kiedy kończyła rok to dopiero zorientowałam się, że ona ma już rok, a ja nawet nie poczułam kiedy ona urosła. Wiem, że było tak dlatego, że w dużym stopniu zajmowali się nią bracia. W takiej rodzinie, gdzie jest już trójka dzieci i dużo się dzieje, nasza córeczka, która to wszystko chłonęła, nie potrzebowała już tak bardzo mamy, żeby ją zabawiała.  

Mówisz, że przy każdym kolejnym dziecku było Ci dużo łatwiej. Co Tobie ułatwia funkcjonowanie na co dzień?

Przede wszystkim jest to dla mnie relacja z mężem. Tak, jak już powiedziałam na początku, praca zawsze była dla mnie numerem dwa. Kiedy wracałam do pracy po kolejnych urlopach macierzyńskich to była zawsze inna rzeczywistość – wracałam do innego działu, innego szefa, innych ludzi, a do tego miałam inny charakter pracy i inne stanowisko. Był to dla mnie zawsze ogromny stres. Chyba każda mama, która wraca do pracy po urodzeniu dziecka, wie o czym mówię. I na szczęście zawsze miałam takie wsparcie męża, który mi mówił – idziesz do pracy i spróbujemy – jak się uda to ok, a jak nie to zawsze możesz z tej pracy zrezygnować. Takie podejście dawało mi ogromne poczucie komfortu psychicznego. Zawsze wiedziałam, że nic na siłę nie muszę robić.

Mam nadzieję, że Panowie nas teraz słuchają i słyszą jakie niecenione jest wsparcie męża dla kobiety.

Bez tego się nie da. I to daje niesamowitą siłę i odwagę w pracy. Tym bardziej, że ja wiedziałam, że nigdy nie mogę konkurować z moimi koleżankami w pracy, że pójdę do szefa i poproszę o awans, bo na przykład pierwsza przychodzę i ostatnia wychodzę z pracy, a do tego siedzę po godzinach i pracuję. Od razu wiedziałam, że w tych zawodach to ja nie stratuję. Dla mnie zawsze było najważniejsze, żeby móc pójść do szefa i pochwalić się konkretnym osiągnieciem i dlatego też dla mnie bardzo ważne było, żeby koncentrować się na efektach, do tego stopnia, że nawet krążyły na mój temat anegdotyczne plotki w korporacjach, że nie lubię długich spotkań i od razu chcę mieć plan. A prawda była taka, że ja po prostu nie chciałam tracić dwóch godzin na rozmowy o tym, co się komuś przytrafiło, zanim przejdziemy do sedna sprawy. Zawsze najważniejsze było dla mnie, żeby od razu przejść do konkretu.

Jakie Twoim zdaniem są najważniejsze cechy i umiejętności kobiet, które potrafią osiągnąć sukces w tych dwóch dziedzinach – rodzina i kariera zawodowa?

Zaczęłam mocno interesować się zarządzaniem czasu, bo to w takich sytuacjach jest nieuniknione. Jedną z moich ulubionych autorek, która dużo na ten temat pisze jest Laura Vanderkam, dlatego też polecam bardzo jej książki. Ona w tych swoich publikacjach dużo mówi o tym, że aby dobrze pracować to trzeba mieć odwagę do podejmowania odważnych decyzji, a ta odwaga musi być podparta takim poczuciem wolności, że ja nie muszę. I to poczucie wolności można u siebie zdobyć na dwa sposoby – albo najzwyczajniej w świecie odłożyć 12 pensji, żeby się nie bać, jeśli straci się pracę w wyniku jakichś ryzykownych posunięć czy odważnych decyzji albo po prostu mieć tę drugą połowę, z którą ma się zawarty pakt, że gdyby coś się stało to mamy wsparcie. I to jest największa siła ze wspólnego życia we dwoje, że my takie wsparcie nawzajem sobie dajemy. I kiedy mój mąż miał trudne momenty w pracy to także wiedział, że może na mnie liczyć.

Basiu, bardzo dziękuję Ci za to, że podzieliłaś się z nami swoją historią. Dziękuję za wspólną rozmowę.         

back to top

Partnerzy

ŻYWA WIARA