Tomasz Krzyżak: Nie ma dowodu, że abp Sławoj Leszek Głódź był informatorem świadomym. Raczej padł ofiarą wykorzystywania jego osoby do zdobycia informacji

Tomasz Krzyżak: Nie ma dowodu, że abp Sławoj Leszek Głódź był informatorem świadomym. Raczej padł ofiarą wykorzystywania jego osoby do zdobycia informacji

„Nie ma dowodu, że abp Sławoj Leszek Głódź, w czasie kiedy w latach 80 pracował w Watykanie, był informatorem świadomym. Raczej wyciągano od niego różne informacje podczas spotkań nieformalnych. (…) Jeżeli popatrzymy na to w szerszym kontekście, abp Głódź jest ofiarą, bo padł ofiarą wykorzystywania jego osoby do zdobycia jakichś informacji” – mówił w poranku „Siódma 9” Tomasz Krzyżak („Rzeczpospolita”). W rozmowie z Piotrem Otrębskim odniósł się do swojego artykułu napisanego razem z Andrzejem Gajcym (Onet) „Wywiad PRL traktował arcybiskupa Głódzia jako swego informatora”. Jak zaznaczył red. Krzyżak, tekst został niewłaściwie zinterpretowany.

„Ta burza, która zaczęła się po publikacji naszego tekstu, tak na dobrą sprawę powstała po tym, że to zostało źle zinterpretowane. Zinterpretowano, że arcybiskup «był» jakimś informatorem, natomiast służby wojskowe, wywiad PRL-owski «traktowały go jako informatora» i taktowały go jako informatora nieświadomego, co zresztą we wszystkich raportach, które obszernie cytujemy w naszym tekście, same te służby podkreślały. Istniały takie kategorie jak informator i informator nieświadomy. Ta druga kategoria była stosowana do osób, co do których istniało duże prawdopodobieństwo, że w momencie kiedy zaproponuje im się formalizację tej współpracy, one odmówią i kontakt, a zarazem dostęp do jakichś informacji zostanie utracony. Nie ma takiego dowodu, ażeby arcybiskup Leszek Sławoj Głódź, w czasie kiedy w latach 80 pracował w Watykanie, był informatorem świadomym. Raczej wyciągano od niego różne informacje podczas spotkań nieformalnych” – tłumaczył redaktor.

„Myśmy się po prostu posłużyli tą kategorią opisaną przez same służby, z jednej strony informator świadomy, z drugiej informator nieświadomy. Oni musieli go jakoś nazwać. My też zastosowaliśmy tego typu rozwiązanie. Był traktowany jako informator, był przez nich uważany za informatora. My to wielokrotnie w naszym tekście podkreślamy, nie stawiając jakiegokolwiek zarzutu księdzu arcybiskupowi o to, że jakąkolwiek współpracę podjął. (…) Arcybiskup w jednym z komunikatów o tym napisał, że był ofiarą. I jeśli ja mogę zaproponować jakąś interpretację i właściwe odczytywanie tego tekstu, to należałoby raczej odczytywać w kontekście nieco szerszym, mianowicie rozpracowywania środowiska polskich księży, rozpracowywania w ogóle Watykanu przez służby wojskowe PRL-owskie, skomplikowaną operację pozwalającą na uzyskiwanie różnego rodzaju informacji, które ich interesowały. Jak byśmy na to w ten sposób popatrzyli, to rzeczywiście abp Głódź jest ofiarą, bo padł ofiarą wykorzystywania jego osoby do zdobycie jakichś informacji” – zaznaczył Krzyżak.

back to top