Marcin Makowski: Tworzenie monopoli partyjnych w Polsce nie jest korzystne

Marcin Makowski: Tworzenie monopoli partyjnych w Polsce nie jest korzystne

„Słyszałem teorię […], że to tak naprawdę zmowa z Prawem i Sprawiedliwością, które wypuściło informację o innej ordynacji jako rodzaj straszaka na prawdopodobną, mającą rzekomo powstać partię prawicową stworzoną ze zwolenników Antoniego Macierewicza i ojca Tadeusza Rydzyka i to tak naprawdę była przykrywka, żeby się szybko w ostatniej chwili wycofać, prezydent zawetuje i będzie tak, jak było. Wydaje mi się, że prawda jest taka, że do prezydenta trafiły argumenty wielu środowisk, również konserwatywnych, min. Klubu Jagiellońskiego, które wprost pisały o tym, że ordynacja, która efektywny próg wyborczy ustawia na poziomie – nawet według niektórych analiz – około 15 procent, to de facto betonowanie sceny w europarlamencie dla dwóch, może trzech partii politycznych i tworzenie czegoś w rodzaju monopoli partyjnych, które będą nie do przełamania przez mniejszych graczy, a de facto nie będą to wybory pluralistyczne” – mówił w poranku „Siódma-Dziewiąta” Marcin Makowski redaktor „Do Rzeczy”, odnosząc się do prawdopodobnego prezydenckiego weta ustawy o ordynacji do europarlamentu.

„Do takiego punktu widzenia również przychyla się episkopat, który wydał niedawno komunikat na ten temat, mówiący o tym, jak Katechizm Kościoła katolickiego i sam Kościół rozumie wybory i pluralizm w polityce. Wydaje mi się, że może to jest historia tak prosta, że prezydent uświadomił sobie, jakie są minusy takiego rozwiązania i po prostu się do niego nie przychyla. To, że gdzieś za tym być może stoi jakiś rodzaj może nie zemsty, ale chęć pokazania, że nadal ma swoją podmiotowość po tym, co się stało z referendum konsultacyjnym w sprawie konstytucji, wcale się nie musi wykluczać. Może być kilka motywacji, ale sądzę, że dominujący jest głos środowisk, które pokazują na kontekst tworzenia monopoli partyjnych w Polsce, co wydaje mi się, że na dłuższą metę nie jest rzeczą korzystną” – dodawał gość.

W dalszej części rozmowy red. Marcin Fijołek pytał, co by się stało, gdyby Trybunał Sprawiedliwości UE przychylił się do interpretacji przepisów prawa przez sędziów Sądu Najwyższego i wskazał, że rządowa reforma jest niezgodna z prawem unijnym.

„Wtedy będzie bardzo twardy orzech do zgryzienia dla rządu, który przez trzy lata tłumaczy, że nie ma odwrotu od tych reform, że są konieczne, szczególnie jeśli chodzi o wymiar wieku emerytalnego i przechodzenia w stan spoczynku – klucz do reformy wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli tak ostro się tłumaczy i idzie na zwarcie w polityce krajowej, a potem trybunał z Luksemburga kazałby – hipotetycznie – cofnąć reformę w tym konkretnym wymiarze i przywrócić tych sędziów do orzekania, a przecież takie pytania Sąd Najwyższy w tym kierunku wysłał, to nawet to orzeczenie wstępne […] też ma moc wiążącą i trudno będzie wytłumaczyć rządowi, że nie wypełnia takich wyroków. Z drugiej strony trudno będzie wytłumaczyć, jak to jest nagle ugiąć się przed organami europejskimi, i [wytłumaczyć] kto tak naprawdę pisze polską politykę – czy Luksemburg i Bruksela, czy Warszawa. Takie pytania ze strony elektoratu na pewno padną, więc myślę, że Trybunał też to rozumie i też chyba nie będzie chciał stawiać wszystkiego zero-jedynkowo, więc nawet jeżeli wyda jakiś wyrok, to sądzę, że będzie on powściągliwy i będzie zawierał w sobie element dialogu, możliwość odwołania i środki, które należałoby przyjąć, żeby doprowadzić do zagaszania konfliktu. Inaczej Brukseli, Luksemburgowi i Strasburgowi nie będzie na rękę otwarta wojna, bo jest ona w polityce nieobliczalna, a to nie jest cecha, którą chciałaby charakteryzować się Europa. Już za dużo ma nieobliczalności i wydaje mi się, że druga strona też musi zrozumieć, że kompromis to nie postawienie w stu procentach na swojej racji”.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

back to top