Artur Zygmuntowicz: Białoruś wymyka się wszelkim definicjom

Artur Zygmuntowicz: Białoruś wymyka się wszelkim definicjom

„Białoruś wymyka się wszelkim definicjom. To jest kraj, w który tak naprawdę wjeżdżamy i przygodę mamy na starcie. Wystarczy wjechać do Grodna, usiąść przy stoliku pod parasolką, czy to będzie lodziarnia, czy to będzie piwiarnia, wystarczy głośno mówić po polsku i za 5 minut mamy znajomych, za 10 minut jesteśmy zaproszeni na wesele. Co chwilę dzieje się jakaś akcja. To jest niewykonalne na Zachodzie, a na Białorusi owszem” – mówił w poranku „Siódma 9” Artur Zygmuntowicz. W rozmowie z Marcinem Fijołkiem opowiedział o swojej książce „Białoruś. Imperium kontrastów” (Wyd. Bernardinum).

„Mało tego – poznajemy ludzi otwartych, niebanalnych. Tam historia goni historię. Proszę sobie wyobrazić przejazd polną drogą. Siedzi sobie w polu starszy pan, pilnuje owiec, jesteśmy blisko kołchozu albo sowchozu. Widzi, że Polacy, podchodzi i łamanym polskim mówi do nas: «Wiecie panowie, ten Niemen, to rzeczywiście była jakość, ale ja wolę Czerwone Gitary». Proszę sobie wyobrazić taką sytuację w Hiszpanii – to niewykonalne” – opowiadał autor.

Wyjaśnił także, skąd wziął się tytuł książki:

„To jest właśnie imperium kontrastów, bo z jednej strony rzeczywiście duża cześć wsi, to są wsie w zabudowie drewnianej, nieskanalizowane, ale zgazyfikowane. Stare jakoś tam wyremontowane domy sprzed stu lat i jednocześnie miasta, które są nowoczesne. Weźmy taki Brześć, gdzie obiekty sportowe mamy wysokiej klasy, tor kajakarski, boiska dostępne dla każdego, kto chce ćwiczyć, sale gimnastyczne czy inne obiekty sportowe. W związku z tym te kontrasty są kosmiczne”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top