Michał Wróblewski: Larum podnoszone przez opozycję w związku z wizytą Mattea Salviniego jest zrozumiałe, ale tylko do pewnego stopnia

Michał Wróblewski: Larum podnoszone przez opozycję w związku z wizytą Mattea Salviniego jest zrozumiałe, ale tylko do pewnego stopnia

„To larum podnoszone przez opozycję w związku z wizytą Mattea Salviniego jest zrozumiałe, ale tylko do pewnego stopnia” – ocenił w poranku „Siódma 9” Michał Wróblewski (Wirtualna Polska). W rozmowie z Anną Skiepko odniósł się do dzisiejszego spotkania Jarosława Kaczyńskiego z wicepremierem Włoch Matteem Salvinim.

„Rozmawiałem ze współpracownikami Jarosława Kaczyńskiego, którzy przygotowywali to spotkanie. To spotkanie jest planowane dzisiaj o 15 w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej. Wcześniej wicepremier Salvini spotyka się ze swoim odpowiednikiem w Polsce, czyli ministrem spraw wewnętrznych Joachimem Brudzińskim. Pytałem o zarzuty stawiane przez opozycję, ale nie tylko, bo również przez media i to nie tylko polskie dotyczące tej putinofilii zarzucanej Salviniemu i temu dużemu eurosceptycyzmowi. I tutaj współpracownicy Kaczyńskiego starali się to bagatelizować” – opowiadałm Wróblewski. I zaznaczył:

„Usłyszałem też, że Włochy mają zupełnie inną percepcję. Oni nie są tak usytuowani geopolitycznie jak Polska, patrzą na Rosję nieco inaczej, nie czują tych zagrożeń. Ale to właśnie oznacza, że Polska powinna utrzymywać te kontakty bilateralne z Włochami, żeby właśnie przedstawiać swoją percepcję i tłumaczyć pewne zjawiska i zagrożenia”.

„Te rozmowy będą także dotyczyły wymiany handlowej, relacji biznesowych, handlowych z Włochami, bo to jest nasz trzeci partner gospodarczy po Chinach i Niemczech, z wymianą handlową na poziomie 22 mld” – tłumaczył.

Odniósł się także do sprawy zarobków współpracownic prezesa NBP.

„Nie ma co się powoływać na kuluarowe rozmowy z politykami PiS, którzy oczywiście nieoficjalnie mówią dużo ostrzej o tej sytuacji, która w NBP się dzieje. Wystarczy posłuchać publicznych, oficjalnych wypowiedzi ważnych polityków PiS na czele choćby z wicepremierem Gowinem, którzy mówią o tym, że jest to patologiczna i bulwersująca sytuacja, żeby współpracowniczki, nawet jeśli są dyrektorkami departamentów, otrzymywały pensję na poziomie 70 tys. zł. Oczywiście nie są to tzw. gołe pensje, ale pensje z dodatkami, z bonusami. To są zarobki kilkukrotnie większe niż zarabiali dyrektorzy departamentów w czasach np. poprzednika Adama Glapińskiego, czyli Marka Belki”.

Jak tłumaczył: „Jarosław Kaczyński rozmawiał z prezesem Glapińskim i w sposób pośredni nacisnął na Glapińskiego, żeby on sam przerwał tę sytuację. Oczywiście wiadomo, że Glapiński jako prezes NBP ma mocne usytuowanie, nic mu nie można zrobić, nie można go odwołać. On by musiał sam zrezygnować. I tu też są określone powody, dlaczego, w jakich okolicznościach itd. Może to zrobić. Ich relacje są na tyle bliskie – mówię o Kaczyńskim i Glapińskim, oni się znają od dziesięcioleci – że na takim poziomie pragmatyzmu politycznego teoretycznie mogliby się tak porozumieć, że Jarosław Kaczyński naciśnie na Glapińskiego i powie: «Adam, dla dobra sytuacji, dla dobra naszego obozu ty zrezygnujesz. My wybierzemy w tym roku kolejnego szefa NBP, który będzie rządził 7 lat». Tylko że ja usłyszałem od polityków PiS, którzy na jakichś tam etapach kariery mieli styczność z Glapińskimi go znają, że charakterologicznie nie jest on zdolny do czegoś takiego”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top