Stefan Czerniecki: „Jak zlecisz z konia i trafisz w kurę, to będziesz żył w dobrobycie”

Stefan Czerniecki: „Jak zlecisz z konia i trafisz w kurę, to będziesz żył w dobrobycie”

Stefan Czerniecki, dziennikarz i podróżnik, w rozmowie z Marcinem Fijołkiem w poranku „Siódma – Dziewiąta” opowiedział o zwyczajach związanych ze wspomnieniem zmarłych w Ameryce Południowej. Przywołał ciekawy, choć z naszego punktu widzenia dziwny, zwyczaj wyścigu na cześć zmarłych dzieci.

„W miejscowości Todos Santos (Meksyk), czyli po hiszpańsku Wszyscy Święci, odbywa się taki słynny wyścig. To jest w ogóle abstrakcja. 30 października jest wielkie pijaństwo w wiosce. W każdej dzielnicy jest jeden mężczyzna, który będzie startował w tym wyścigu, to jest wielka rywalizacja. On musi wpłacić pieniądze, musi podpisać umowę, że przez najbliższe cztery lata będzie startował w tych wyścigach, musi być sportowcem, takim młodym, jurnym mężczyzną. Oni go upijają, mama, tata, koledzy (jak nasz wieczór kawalerski, w takim świeckim wydaniu), i następnie, kiedy już jest totalnie nieżywy, o godz. 6 rano go budzą i każą mu jechać na koniu. Oni ich przywiązują do tych koni – to w ogóle jakieś masakryczne historie – jakąś liną czy taśmą. Nie chodzi o to, kto wygra ten wyścig, chodzi o to, kto wytrzyma. Oni mają takie dwa wzgórza i to jest wyścig między tymi wzgórzami, na każdym z nich jest rundka z karniakiem, czyli jeszcze więcej muszą wypić. I kto zleci z konia, ten przegrywa. (…) Oni twierdzą, że to jest wyścig na cześć zmarłych dzieci w tej wiosce, w ten sposób chcą im oddać cześć (…) Jak zlecisz z konia [podczas wyścigu] i trafisz w kurę, która gdzieś stała w rowie, to jest znak dobrych plonów, zbiorów, dobrego jedzenia” – opowiedział Czernicki w poranku „Siódma – Dziewiąta”.

back to top