Maciej Kopeć o proteście nauczycieli: Igra się losem miliona uczniów

Maciej Kopeć o proteście nauczycieli: Igra się losem miliona uczniów

„Nie da się znaleźć w ciągu 40 dni 15 miliardów złotych. Druga wątpliwość jest taka, że celowo chce się zorganizować protest w okolicach egzaminów gimnazjalistów i ośmioklasistów. Patrząc na skalę, to 700 tys. uczniów przystępujących do egzaminów i 300 tys. do matury. Igra się losem miliona ucznia” – mówił w poranku „Siódma 9” wiceminister edukacji narodowej Maciej Kopeć.

Podsekretarz stanu w MEN stwierdził, że resort zdaje sobie sprawę z faktu, iż sytuacja, w której od 2013 roku nie było podwyżek dla nauczycieli, spowodowała lukę. „Nie da się jej zapełnić w ciągu tak krótkiego czasu. Problem polega na tym, że to żądania 1000 złotych od kwoty bazowej, czyli trzeba to odpowiednio przemnożyć, ale to jest kwestia, którą należy rozłożyć w czasie. Zaczęliśmy wdrażać podwyżki od 2018 roku. Powstaje pytanie, jak dochodzić do odpowiedniego pułapu. Trudno jest od 16 stycznia dodać 15 miliardów złotych. Cała subwencja dla wszystkich samorządów na prowadzenie szkół to 46 miliardów złotych” – wyjaśniał.

Kopeć zwrócił też uwagę, że z punktu widzenia formalnego ZNP przystępuje do sporu z dyrektorami szkół. Jak dodał, wszyscy wiedzą, że dyrektor nie zapłaci tych kwot. „Też wiemy, że ich nie zapłaci samorząd. Zresztą ZNP deklaruje, że jest w sojuszu z samorządami, co jest dziwne, bo przedszkola są zadaniem własnym gminy i tak samo pracownicy niepedagogiczni. Tutaj tym podmiotem, do którego ZNP powinien się zgłaszać, jest samorząd. Nie da się znaleźć w ciągu 40 dni 15 miliardów złotych” – dodał.

Wiceminister edukacji narodowej podkreślił, że możemy mieć do czynienia z sytuacją anormalną. „Byłaby to sytuacja, w której istotna część elementu systemu edukacyjnego, egzaminacyjnego, jakim są nauczyciele, czyli ci, którzy zasiadają w zespołach nadzorujących czy egzaminacyjnych, mieliby nie podjąć działań z tym związanych. To próba działania, która mogłaby w teorii zagrozić paraliżem systemu. Tego nie zakładamy. Jeśli uczeń nie przystąpi do egzaminu, to wtedy nie może ukończyć szkoły, więc zagrożony byłby system rekrutacji. Rodziłoby to poważne niebezpieczeństwo. Zakładamy, że większość nauczycieli zdaje sobie z tego sprawę i nie będzie chciało tego robić” – ocenił.

Maciej Kopeć odniósł się też do tzw. karty LGBT+, którą podpisał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Jak powiedział, w tym przypadku MEN patrzy na prawa rodziców. „Z jednej strony to sprawa kwalifikacji nauczycieli, podstawy programowej, wrażliwych przedmiotów, o których decydują rodzice, a dalej kwestia przepisów, która mówi, że jeżeli mamy do czynienia z programem wychowawczo-profilaktycznym, to uchwalany jest przez rodziców w porozumieniu z radą pedagogiczną, a dalej na poziomie diagnozy, która jest kształtowana w konkretnej szkole, a nie na poziomie samorządu. Z jednej strony mamy więc konstytucyjne prawa rodziców, z drugiej kompetencje rządu, MEN. Te kwestie budzą ogromne wątpliwości, więc w przypadku Rafała Trzaskowskiego mazowiecka kurator oświaty od razu wystąpiła ze szczegółowymi pytaniami” – wyjaśnił.

Wiceminister zaznaczył, że pierwszą instancją, do której powinni się zwrócić zaniepokojeni rodzice, jest dyrektor szkoły. „To przede wszystkim jego kompetencja. Jeśli rodzic ma wątpliwości, to kolejną instancją jest kurator. Jeżeli chodzi o inne organizacje, które wchodziłyby do szkół, to muszą być to działania za zgodą rodziców. Jeśli są wątpliwości, to zawsze można zwrócić się do kuratora oświaty (…) Szkoła jest dobrem powszechnym. W niej powinni zmieścić się uczniowie, rodzice o różnych poglądach i powinni czuć się w niej bezpiecznie. Szkoła powinna im to zagwarantować, ale nie powinna nikogo indoktrynować” – zakończył.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top