Grzegorz Osiecki: W momencie gospodarczego maksimum rząd zahacza o wydatki na bardzo wysokim poziomie. To jest bardzo niebezpieczne

Grzegorz Osiecki: W momencie gospodarczego maksimum rząd zahacza o wydatki na bardzo wysokim poziomie. To jest bardzo niebezpieczne

„Wszyscy widzą, że się zaczyna spowolnienie gospodarcze (…) PiS po prostu doszedł od wniosku, że ponieważ i tak nas ciągnie konsumpcja od dwóch, trzech lat, to trzeba ten proces przedłużyć i wrzucić na rynek w tym roku ok 20 mln, a w przyszłym 30-40 mln zł. To jest bardzo niebezpieczne (…) W tej chwili rząd zahacza o wydatki na bardzo wysokim poziomie w momencie gospodarczego maksimum. Mamy 5-proc. wzrost, którego nikt się nie spodziewał. Za rok, dwa zaczną się kłopoty i wtedy będą bolesne decyzje, co w zamian, bo to są pozycje, z których trudno się będzie wycofać” – mówił w poranku „Siódma 9” Grzegorz Osiecki z „Dziennika Gazety Prawnej”. W rozmowie z Marcinem Fijołkiem skomentował przedwyborcze obietnice PiS, w tym 500 Plus na pierwsze dziecko i 13 emeryturę.

„PiS postanowił rzucić na szalę już nie obietnice, tylko konkretne transfery. To nie są obietnice, że zostanie to wprowadzone w 2020 r., tylko emeryci zobaczą pieniądze w maju, co ma ich skłonić do pójścia do urn, co do rodzin (…) pieniądze będą wypłacane gdzieś od lipca, więc transfer będzie w portfelach rodzin już na jesieni. Oceniono, że to na tyle przytłoczy opozycję, ponieważ po pierwsze jest olbrzymią pozycją budżetową – i to jest jednocześnie największe niebezpieczeństwo, a po drugie jest realizowane od razu, więc nawet jeżeli opozycja by obiecała, że da trzy czy cztery razy więcej, to PiS obiecuje i daje od razu” – mówił redaktor.

„PiS doszedł do wniosku, że pula tego dotychczasowego poparcia, która powstała z tytułu wprowadzenia 500 Plus czy różnych zmian emerytalnych, jakie już były – pamiętajmy o tym, że PiS stopniowo podbijał te najniższe emerytury – się wypala i potrzebny jest nowy impuls” – zaznaczył.

Podkreślił, że obietnice są niebezpieczne, jeżeli chodzi o gospodarkę.

„Obok rachub politycznych są także rachuby gospodarcze. Wszyscy widzą, że się zaczyna spowolnienie, widać to w Niemczech, widać to w Europie. Nie wiadomo, jakie to spowolnienie będzie. PiS po prostu doszedł od wniosku, że ponieważ i tak nas ciągnie konsumpcja od dwóch, trzech lat, to trzeba ten proces przedłużyć i wrzucić na rynek w tym roku ok 20 mln, a w przyszłym 30-40 mln zł. To jest bardzo niebezpieczne (…) W tej chwili rząd zahacza o wydatki na bardzo wysokim poziomie w momencie gospodarczego maksimum. Mamy 5-proc. wzrost, którego nikt się nie spodziewał. Za rok, dwa zaczną się kłopoty i wtedy będą bolesne decyzje, co w zamian, bo to są pozycje, z których trudno się będzie wycofać”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy. 

back to top