Jan Krzysztof Ardanowski: Nie może być tak, że za niemieckie samochody zaleje nas żywność z Ameryki Południowej

Jan Krzysztof Ardanowski: Nie może być tak, że za niemieckie samochody zaleje nas żywność z Ameryki Południowej

„Nie może być tak, że za niemieckie samochody zaleje nas żywność. Europa postawiła na szereg przepisów, które są kosztowne, a które rolnicy muszą realizować. Żywność z Europy ma wyższy standard niż ta z Ameryki Południowej. To sprawa otwarta, bo KE chciała rzutem na taśmę ogłosić sukces. To decyzja polityczna, a teraz kilka lat będzie trwało ustalanie szczegółów” – powiedział w poranku „Siódma 9” minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski.

Minister ocenił, że wczorajsze ustalenia szczytu w Brukseli to sukces premiera Mateusza Morawieckiego. „Ważne jest to, aby ci, którzy będą kierować UE, nie mieli osobistych uprzedzeń. Każdy ma jakieś poglądy, poglądy Fransa Timmermansa są mi głęboko obce, ale nie można być wrogo nastawionym do danego kraju. Ci, którzy będą rządzić Komisją Europejską, nie mogą skłócać Europy, próbować narzucać swoich ideologicznych poglądów, jak robił to Timmermans. Zawsze ktoś wychodzi niezadowolony z tego, ale nasza część Europy, która była traktowana jako ubogi krewny, zachowała się solidarnie. Wydaje się, że to pewne nowe otwarcie, które daje nam szansę w Europie na równe traktowanie. To, czy to wykorzystamy, to już zupełnie inna sprawa” – powiedział.

Jan Krzysztof Ardanowski został też zapytany o negocjacje dot. wspólnej polityki rolnej. Jak powiedział, wszystkie ustalenia ws. budżetu rolnego zostały wstrzymane do czasu wyboru Komisji Europejskiej. „Jestem przekonany, że w stosunku do złej propozycji KE, która chciała obciąć środki na rolnictwo, to się zmieni. Mamy coraz liczniejszą grupę sojuszników, która mówi, że nie można realizować tylu nowych wyzwań dla obszarów wiejskich, mając mniej pieniędzy. Najpierw musi być duży budżet, a potem będziemy zastanawiać się, jak go dzielić. Oczekujemy też, aby każdy kraj miał więcej samodzielności w decydowaniu. Są ogólne ramy, co można wspierać, a czego nie. To my będziemy decydowali o tym, jakie grupy produktów będziemy chcieli wspierać. Sprawa dopłat jest otwarta. Dla mnie ważniejsze jest jednak, ile pieniędzy dostaniemy, a nie jak zostanie to podzielone” – stwierdził.

Minister rolnictwa powiedział też, że Polska musi walczyć, by rolnicy mieli większe dochody, ale nie wynikają one wyłącznie z dopłat. „Jeśli ktoś myśli, że dopłatami uratuje rynek, to nie wie, jak on funkcjonuje. Dochody mają pochodzić z tego, co rolnik wytworzy i za dobrą cenę ulokuje na rynku. To jest podstawa. Oczywiście wsparcie publiczne, dopłaty czy II filar są ważne i dopóki UE to utrzymuje, to nie odpuścimy żadnego euro, ale ważniejsze jest dobre zorganizowanie rynku. Tu jest wiele problemów” – tłumaczył.

Ardanowski wskazywał, że przetwórcy, którzy opanowali rynek w Polsce, „często w ramach złodziejskiej prywatyzacji lat 90 myślą, że mają monopol na rynku, a chłop i tak przyjdzie i pocałuje w rękę”. „Szczególnie dotyczy to produktów miękkich. Ważniejsze są nasze regulacje. Wczoraj Rada Ministrów na mój wniosek przyjęła ustawę o wprowadzeniu umów kontraktacyjnych, które będą gwarantować rolnikom minimalny poziom, że ktoś ich nie oszuka i ceny referencyjne na podstawowe produkty, które będą wyliczane na podstawie średnich kosztów, plonów i kosztów pracy z kilku lat. Te ceny będą obowiązywały w transakcjach kupna-sprzedaży. Jeśli ktoś będzie chciał chłopa oszukać i wymusić cenę niższą niż jego koszty, to UOKiK będzie wchodził i nakładał duże kary. To ma doprowadzić do tego, aby rolnicy nie byli okradani. Z UE są potrzebne środki, aby podnieść jakość życia. Żeby to był fragment RP, społeczeństwa i państwa. To wartościowy fragment Polski” – dodał.

Minister rolnictwa został też zapytany o porozumienie między państwami Ameryki Południowej a Unią Europejską ws. umowy o wolnym handlu. Jak powiedział, cztery największe państwa Ameryki Południowej – Brazylia, Argentyna, Urugwaj i Paragwaj – chcą ułatwić sobie handel. „To ładnie brzmi, ale co mogą zaoferować te kraje? Przede wszystkim bardzo dużą ilość żywności. To nie są kraje biedne, gdzie musimy ustąpić, aby ratować ludzi. To są kraje ogromnej produkcji, która konkuruje z produkcją europejską. Na przykład w Brazylii jest ogromna produkcja trzciny cukrowej i cukru trzcinowego, który jest tańszy od buraczanego. Jeśli zostaną zniesione ograniczone, to ten cukier zabije produkcję cukru w Europie. To samo z produkcją drobiu. W Argentynie to produkcja wołowiny, znacznie tańsza. Co chce Europa? Kraje, które mają przemysł: samochody, samoloty, RTV. Nie może być tak, że za niemieckie samochody zaleje nas żywność. Europa postawiła na szereg przepisów, które są kosztowne, a które rolnicy muszą realizować. Żywność z Europy jest na wyższym standardzie niż ta z Ameryki Południowej. To sprawa otwarta, bo KE chciała rzutem na taśmę ogłosić sukces. To decyzja polityczna, a teraz kilka lat będzie trwało ustalanie szczegółów. Polska twardo domaga się, by były klauzule ochronne, by ten import nie niszczył europejskiego rolnictwa. Nie odpuścimy norm bezpieczeństwa żywności. Muszą być takie same jak w Europie. Piłka jest w grze” – powiedział.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top