Tadeusz Biedzki: Indonezja to niewiarygodna egzotyka. Są tam plemiona żyjące jak ludzie sprzed kilku tysięcy lat

Tadeusz Biedzki: Indonezja to niewiarygodna egzotyka. Są tam plemiona żyjące jak ludzie sprzed kilku tysięcy lat

„Po wyjeździe do Indonezji spodziewałem się mniej więcej tego, czego wszyscy się spodziewali. To znaczy, że zobaczę wyspy takie jak Bali. Natomiast zobaczyłem niewiarygodną egzotykę. Ponieważ od lat jeżdżę po świecie, sądziłem, że nic bardziej atrakcyjnego niż w Afryce mnie nie spotka. A tymczasem w Indonezji tak się stało. Poznałem Dajaków, którzy wciąż ścinają ludziom głowy. Wódz takiej wioski dajackiej pokazywał mi głowy, które ściął swoim wrogom. Oni nie tylko ścinają głowy, ale też zjadają serca swoich wrogów, ponieważ ten, kto zje serce wroga, staje się w ich przekonaniu niezwyciężony. A żeby było jeszcze dziwniej, to nie są ludzie ubrani w jakieś przepaski. Chodzą w dżinsach, w t-shirtach, nawet używają telefonów komórkowych. Czyli na pierwszy rzut oka cywilizowani ludzie, i rzeczywiście tak jest. Ale wewnątrz tych ludzi pozostała głęboko stara tradycja” – mówił w poranku „Siódma 9” Tadeusz Biedzki. W rozmowie z Jarosławem Wydrą opowiedział o swojej podróży po Indonezji, która opisał w książce „Wyspy niepoliczone. Indonezja z bliska” (Wyd. Bernardinum).

„Ci, którzy wracają z Bali, tak naprawdę nie mają pojęcia o Indonezji. Ja kiedyś też wyjechałem bez takiego przeświadczenia, że zobaczę bardzo interesujący kraj, a zobaczyłem coś fantastycznego. (…) Generalnie rzecz biorąc, Indonezja to spokojny kraj, aczkolwiek dzieją się tam rzeczy niesamowite, niepojęte i straszne. Ale one nie dotyczą w zasadzie podróżników, ponieważ w stosunku do podróżników, którzy oczywiście przestrzegają miejscowych zasad, Indonezyjczycy, nieważne czy to z plemion Papuasów żyjących absolutnie dziko jak ludzie sprzed 4-5 tysięcy lat, czy też wśród Dajaków, którzy wciąż ścinają głowy swoim wrogom, w stosunku do podróżników raczej okazują sympatię i serdeczność” – opowiadał podróżnik.

Pod względem religijnym jest to w większości społeczność muzułmańska. Chrześcijan jest stosunkowo niewielu.

„W tej ogromnej masie muzułmańskiej bardzo ciekawe jest chrześcijaństwo. Ono właściwie skoncentrowało się na wyspie Flores i kilku okolicznych wyspach. Wyspa Flores jest absolutnie chrześcijańska, a historia powstania tego chrześcijaństwa jest jeszcze bardziej niezwykła” – mówił gość poranka.

Zapytany, czego się spodziewał i co go zaskoczyło, odpowiedział:

„Spodziewałem się mniej więcej tego, czego wszyscy się spodziewali. To znaczy, że zobaczę wyspy takie jak Bali. Natomiast zobaczyłem niewiarygodną egzotykę. Ponieważ od lat jeżdżę po świecie, sądziłem, że nic bardziej atrakcyjnego niż w Afryce mnie nie spotka. A tymczasem w Indonezji tak się stało. Poznałem Dajaków, którzy wciąż ścinają ludziom głowy. Wódz takiej wioski dajackiej pokazywał mi głowy, które ściął swoim wrogom. Oni nie tylko ścinają głowy, ale też zjadają serca swoich wrogów, ponieważ ten, kto zje serce wroga, staje się w ich przekonaniu niezwyciężony. A żeby było jeszcze dziwniej, to nie są ludzie ubrani w jakieś przepaski. Chodzą w dżinsach, w t-shirtach, nawet używają telefonów komórkowych. Czyli na pierwszy rzut oka cywilizowani ludzie, i rzeczywiście tak jest. Ale wewnątrz tych ludzi pozostała głęboko stara tradycja”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top