Piotr Zychowicz: AK lekceważyła zagrożenie banderowskie i miała inne priorytety niż pomoc Polakom na Wołyniu

Piotr Zychowicz: AK lekceważyła zagrożenie banderowskie i miała inne priorytety niż pomoc Polakom na Wołyniu

„Armia Krajowa miała inne priorytety [niż pomoc Polakom na Wołyniu] – walkę z Niemcami. (…) Kierownictwo AK nie rozumiało specyfiki wołyńskiej i wszystkie wysiłki skupiało na przygotowaniu się do powstania. Kiedy w końcu już nie można było chować głowy w piasek i zorganizowali te oddziały partyzanckie, to był dramat, bo rozkaz o stworzeniu oddziałów partyzanckich na Wołyniu został wydany 20 lipca ‘43 r., 9 dni po apogeum rzezi. Zanim weszli w pole i udało im się zorganizować, minęły kolejne tygodnie. Za późno. W momencie, kiedy AK stworzyła oddziały partyzanckie, zdecydowana część ofiar ludobójstwa na Wołyniu już dawno zginęła, nie doczekawszy się odsieczy” – powiedział w poranku „Siódma 9” Piotr Zychowicz, redaktor naczelny miesięcznika „Historia Do Rzeczy”. W rozmowie z Jarosławem Wydrą opowiedział o swojej książce „Wołyń zdradzony” (Wyd. Rebis).

„Za śmierć Polaków na Wołyniu odpowiada UPA i Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Armia Krajowa odpowiada za coś innego – za to, że na Wołyniu nie powstały zawczasu jakieś oddziały partyzanckie polskie, które mogłyby tym Polakom pomóc i ich obronić przed napastnikami” – mówił autor.

„Sygnałów było mnóstwo. Archiwalne dokumenty nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że od końca ‘42 r. komenda główna była wręcz bombardowana alarmującymi depeszami mówiącymi o tym, że jest straszliwe zagrożenie dla Polaków na Wołyniu ze strony banderowców. (…) Niestety wszystkie te raporty trafiały do kosza, a AK nie zrobiła nic” – zaznaczył

Jak tłumaczył:

„Po pierwsze lekceważyła zagrożenie banderowskie. Uważałam, że raporty to objawy panikarstwa, że to jest niesprawdzone, że tak źle nie będzie. Po drugie wierzyła w to, że z banderowcami da się dogadać – uważam, że to było skrajną naiwnością, ponieważ nie można było osiągnąć kompromisu z organizacją taką jak UPA”.

„Moim zdaniem nie trzeba było gadać, tylko trzeba było działać. Trzeba było się uzbroić po zęby, szykować się do rozprawy tak, żeby w momencie «krwawej niedzieli», kiedy banderowcy przystąpili do generalnej rozprawy z Polakami, w terenie były oddziały partyzanckie. Niestety to było niemożliwe z tego powodu, że AK – i to jest najważniejszy problem – miała inne priorytety, czyli walkę z Niemcami. Była to organizacja antyniemiecka, która uważała niesłusznie, że Polacy mają tylko jednego wroga, czyli Niemców, bo patrzyła na wszystko z perspektywy warszawskiej specyfiki. Kierownictwo AK nie rozumiało specyfiki wołyńskiej i wszystkie wysiłki skupiało na przygotowaniu się do powstania, które zostało zrealizowane w końcu w ‘44 r. jako akcja «Burza». Tak długo odwlekała to, aż było za późno. Kiedy w końcu już nie można było chować głowy w piasek i oni zorganizowali te oddziały partyzanckie, to był dramat, bo rozkaz o stworzeniu oddziałów partyzanckich na Wołyniu został wydany 20 lipca ‘43 r., 9 dni po apogeum rzezi. Zanim weszli w pole i udało im się zorganizować, minęły kolejne tygodnie. Za późno. W momencie, kiedy AK stworzyła oddziały partyzanckie, zdecydowana część ofiar ludobójstwa na Wołyniu już dawno zginęła, nie doczekawszy się odsieczy” – opowiadał gość poranka.

Jak podkreślił, mordowanie Polaków było zorganizowaną akcją, a nie spontanicznym chłopskim buntem.

„Od samego początku kierownictwo OUN, UPA chciało upozorować tę zaplanowaną z zimną krwią czystkę etniczną na Polakach, nadać jej kamuflaż spontanicznej chłopskiej rebelii, takiego wystąpienia w stylu rzezi Chmielnickiego, że uciśnieni chłopi ukraińscy rzucają się na swoich krwiopijców, panów polskich. Dlatego zdecydowano, że wciągnie się do tego dzieła mordu te masy chłopskie, rzuci się tych ludzi z narzędziami rolniczymi przeciwko Polakom i dzięki temu się powie: «To nie my, to były tylko lokalne wystąpienia ludności doprowadzanej do wściekłości przez Polaków. My nie mamy z tym nic wspólnego», ale cel oczywiście zostałby osiągnięty w postaci zniknięcia Polaków z Wołynia. (…) To była zaplanowana z zimną krwią czystka etniczna, której nadano kamuflaż w postaci chłopskich wystąpień”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top