Relacja Anny Skiepko z wolontariatu syberyjskiego w Wierszynie

Relacja Anny Skiepko z wolontariatu syberyjskiego w Wierszynie

„Jestem w Wierszynie, czyli ok. 3 godz. samochodem od Irkucka. To wolontariat syberyjski. Zespół Pomocy Kościołowi na Wschodzie zbiera wolontariuszy chętnych, żeby wyjechać do Kazachstanu, na Syberię, na Ukrainę, na Białoruś. Jesteśmy tu w piątkę, pięć dziewczyn. Prowadzimy zajęcia dla dzieci, wakacje z Panem Bogiem, gotujemy im śniadania, obiady, kolacje, pilnujemy, żeby krowy nie chodziły na podwórko. Robimy wszystko, jak to na wolontariacie. Pomagamy o. Karolowi, który jest proboszczem w Wierszynie, jedynym księdzem w promieniu kilkuset kilometrów” – mówiła w poranku „Siódma 9” Anna Skiepko. Dziennikarka Radia Nadzieja i prowadząca poranek „Siódma 9” przebywa obecnie w Wierszynie, gdzie pojechała na wolontariat syberyjski. W rozmowie z Marcinem Fijołkiem opowiedziała, jak taki wolontariat wygląda.

Przybliżyła także specyfikę Wierszyny.

„Są tam Polacy, ale bardzo ciekawe jest to, że to byli dobrowolni osiedleńcy. Jak oni mówią, car ich nabuntował, tak to teraz oceniają. Rozmawiałam z najstarszymi mieszkańcami Wierszyny. Przyjechali tam dobrowolnie, z południa Polski, z terenów Małopolski. Przyjechali, nie wiedząc, jaka będzie zima, bo przyjechali w maju lub w czerwcu i tej zimy tutaj nie doświadczyli. Pierwsza zima była bardzo, bardzo ciężka. Jak powiedziała mi pani Franciszka Janaszek, jedna z najstarszych mieszkanek Wierszyny, jej dziadek był jednym z pierwszych osiedleńców, Buriaci bardzo im pomagali, sprzedawali domy. Jest tu skansen, który pokazuje te pierwsze domy i warunki tych pierwszych osiedleńców. Musimy pamiętać, że to nie byli zesłańcy, tylko dobrowolni osiedleńcy” – zaznaczyła.

Jak wygląda dzień na wolontariacie?

„Dzwony w kościele «Kiedy ranne wstają zorze» budzą o godz. 7. My wstajemy trochę wcześniej. Najpierw robimy śniadanie dla nas, dla ojca i dla turystów. Później robimy śniadanie dla dzieci, idziemy wcześniej z dziećmi do kościoła, rysujemy, dzisiaj graliśmy w twistera, robiliśmy przedstawienie. Zaraz idziemy zbierać poziomki na kolację. O 13 mamy obiad, potem jakieś zabawy, gry w siatkówkę, wszystko, co dzieci chcą. Szyjemy, robimy bransoletki. Moglibyśmy otworzyć fabrykę bransoletek, bo robimy je w ilościach hurtowych. Każdy chce te bransoletki. Dziewczyny szyją, chłopcy robią np. krzesła, przynoszą deski. Później mamy różaniec i Mszę św. o godz. 17. Później dzieci są tak rozbrykane, że trudno je opanować. Mamy kolację, jeszcze trochę sobie pośpiewamy, pogramy na gitarze, posiedzimy, pobawimy się. I tak codziennie. Od 9 do 19 jesteśmy z tutejszymi dzieciakami, nie tylko mieszkańcami Wierszyny, ale też tymi, którzy przyjechali z Irkucka na wakacje najczęściej do babci” – opowiadała Anna Skiepko.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top