Franciszka Janaszek, jedna z najstarszych mieszkanek Wierszyny, o życiu w polskiej wiosce na Syberii

Franciszka Janaszek, jedna z najstarszych mieszkanek Wierszyny, o życiu w polskiej wiosce na Syberii

„W 1910 r. przyjechali moi dziadkowie, przywieźli jednego syna. (…) Przyjechało wtedy 59 osób. Kościół zaczęli budować w 1913 r. Każdy gospodarz przywiózł pięć takich klocków, też ruble dawali na ten kościół. Poświęcenie kościoła odbyło się w ‘17-18 r. (...) Księży nie było, kościelnego nie było, ale do kościoła ludzie sami się zbierali i chodzili, chociaż Mszy nie było, ale się modlili” – mówiła w rozmowie z Anną Skiepko Franciszka Janaszek, jedna z najstarszych mieszkanek Wierszyny. Opowiedziała o początkach wioski i życiu na Syberii.

„W 1910 r. przyjechali moi dziadkowie, przywieźli jednego syna. (…) Wybudowali ziemiankę, a później dziadek wybudował dom. (…) Przyjechało wtedy 59 osób” – mówiła pani Franciszka.

Polacy, którzy przybyli do Wierszyny musieli zmierzyć się z tutejszym klimatem, a pomoc otrzymali od Buriatów.

„Wtedy przyjechali i były mrozy jeszcze gorsze niż teraz (…) W tej wiosce żyli Buriaci, a oni są dobrzy. Mój tata jak podrósł, to robił u Buriatów i do dziś go wspominają”.

„Kościół zaczęli budować w 1913 r. Każdy gospodarz przywiózł pięć takich klocków, też ruble dawali na ten kościół. Poświęcenie kościoła odbyło się w ‘17-18 r.” – opowiadała pani Franciszka.

Jak zaznaczyła, na początku księża dojeżdżali do Wierszyny, ale później przez długi czas wcale nie było tam duchownego.

„Księży tutaj nie było, dojeżdżali tylko. Później po ‘39 r. księży nie było, kościelnego nie było, ale do kościoła ludzie sami się zbierali i chodzili, chociaż Mszy nie było, ale się modlili. Ja chodziłam z babcią do kościoła”.

Czy Polacy w Wierszynie mówią po polsku?

„Polacy mówią wszyscy po polsku. Ale są taki rodziny, gdzie mama Polka, tata Polak, a dzieci mówią do nich po rosyjsku, bo tak się w szkole uczą”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top

Partnerzy

ŻYWA WIARA