Dr Krzysztof Jabłonka: To jest cud, że dwuletnie państwo, jakim była Polska w 1920 r., potrafiło zmobilizować prawie milion ludzi

Dr Krzysztof Jabłonka: To jest cud, że dwuletnie państwo, jakim była Polska w 1920 r., potrafiło zmobilizować prawie milion ludzi

„Opatrzność nie działa w sposób nachalny, ale skutecznie. Piłsudski to bardzo ładnie skwitował i powiedział: «Może to był cud, ale się ciężko na niego napracowałem», i wszyscy razem z nim. (…) To jest cud, że dwuletnie państwo potrafiło już zmobilizować prawie milion ludzi, z tego pół miliona w szeregach i przeciwstawić się” – powiedział w poranku „Siódma 9” dr Krzysztof Jabłonka, historyk. W rozmowie z Marcinem Fijołkiem opowiadał o Bitwie Warszawskiej, której 99 rocznicę obchodziliśmy wczoraj.

„Ważne jest, żeby znać historię lokalną. Wiele miejscowości budzi się i przypomina sobie, szczególnie te, które doświadczyły przemarszu bolszewików, że to trzeba upamiętnić, że w tym miejscu broniono się, załóżmy, w lipcu, a we wrześniu przyszły wojska polskie. Niech stanie jakiś obelisk, nawet prosty” – mówił gość poranka.

Zwrócił uwagę, że zmienia się spojrzenie na Cud nad Wisłą.

„Zmienia się kąt widzenia tego zwycięstwa, tym bardziej że to jest batalia. Mówimy «bitwa», ale to było co najmniej osiem bitew, które się składają na to pojęcie Cudu nad Wisłą, też bardzo celnie zsumowane, ale nadane najpierw z powodu bitwy nad Marną, a nie z powodu jeszcze Matki Boskiej. Najpierw w ‘14 r. był cud nad Marną, czyli niedojście Niemców do Paryża. Natomiast to samo wydarzyło się tutaj i przeniesiono ten termin prasowy”.

„Opatrzność nie działa w sposób nachalny, ale skutecznie. Piłsudski to bardzo ładnie skwitował i powiedział: «Może to był cud, ale się ciężko na niego napracowałem», i wszyscy razem z nim. To tak jak z kryształem, jak się go pod pewnym kątem nastawi, to wszystko jest jasne. I to samo tu. A my ciągle oglądamy go jakby od końca. Nie da się Piłsudskiego stąd wyrzucić. (…) Bo kto byłby winny, gdybyśmy przegrali? Wódz naczelny. To jest pewien strategiczny porządek” – zaznaczył.

Zapytany, czy faktycznie zatrzymaliśmy przemarsz bolszewików przez całą Europę, odpowiedział:

„Oczywiście, tylko nie mieliśmy o tym pojęcia. Nasi rodzice, nasi dziadowie, którzy bronili swojej wsi, swojej chaty, niektórzy w ogóle się dowiadywali, że mają swoją ojczyznę. Ostatecznie upartiotycznił chłopa polskiego bolszewicki bat. (…) Nie było wątpliwości, że trzeba bronić tego, co mamy. A przypadkiem się tak stało, że jesteśmy w środku Europy i obroniliśmy serce Europy. To nam powiedziano trochę z zewnątrz”.

Podkreślił także, że mimo krótkiego czasu od odzyskania niepodległości Polska zmobilizowała bardzo wielu ludzi do walki z bolszewikami.

„To jest właśnie cud, że dwuletnie państwo potrafiło już zmobilizować prawie milion ludzi, z tego pół miliona w szeregach i przeciwstawić się. Z tym że zadziałały czynniki niezwykle korzystne dla nas, mianowicie ten gwałtowny odwrót Polaków miał pozytywną stronę – uratował armię. Cofając się, wykańczaliśmy po trochu siłę nacisku, w związku z tym bolszewików ubywało, a nas przybywało, bo nam się koncentrowały te wszystkie siły (…) Krzepł ten opór do momentu, kiedy rozerwano szyk bolszewicki, zresztą oni sami go rozerwali, będąc przekonani o swoim zwycięstwie”.

„Patrzenie na bitwę warszawską powinno polegać na rozszerzaniu tego widzenia, od 4 lipca, kiedy eszelony pędzą z bolszewicką gwiazdą i rzeczywiście budzą horror i polska armia ucieka, ale po to ucieka, żeby być dalej armią. To się nie rozpierzcha, ta armia się gromadzi na kolejnych rzekach” – opowiadał historyk.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top