Ks. Tomasz Trzaska: Kapelani towarzyszyli wiernym w każdej sytuacji, tak w czasie okupacji i powstania warszawskiego, jak i w walce z komunistami

Ks. Tomasz Trzaska: Kapelani towarzyszyli wiernym w każdej sytuacji, tak w czasie okupacji i powstania warszawskiego, jak i w walce z komunistami

„Kapelani nie byli postaciami pierwszoplanowymi, bo rolą księdza czy w ogóle Kościoła jest towarzyszenie w takiej sytuacji, w jakiej akurat ludzie się znaleźli. A Warszawa znalazła się w bardzo poważnej sytuacji powstania, wcześniej okupacji niemieckiej. Wiemy, że ci księża byli. Tak jak byli w czasie okupacji, tak byli w czasie powstania. Oni sprawowali Msze św., spowiadali, udzielali ślubów. Wszystko w takich warunkach, w jakich to się dało robić” – powiedział w poranku „Siódma 9” ks. Tomasz Trzaska, kapelan Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. W rozmowie z Marcinem Fijołkiem podjął temat działalności kapelanów w czasie powstania warszawskiego i w czasach komunizmu.

„Kapelani nie byli postaciami pierwszoplanowymi, bo rolą księdza czy w ogóle Kościoła jest towarzyszenie w takiej sytuacji, w jakiej akurat ludzie się znaleźli. A Warszawa znalazła się w bardzo poważnej sytuacji powstania, wcześniej okupacji niemieckiej. Wiemy, że ci księża byli. Tak jak byli w czasie okupacji, tak byli w czasie powstania. Oni sprawowali Msze św., spowiadali, udzielali ślubów. Wszystko w takich warunkach, w jakich to się dało robić” – mówił gość poranka.

„Zrywy niepodległościowe to jest wojna sprawiedliwa, to jest walka o coś, co jest należne, o wolność, o niepodległość. Kiedy traci się sens w takiej walce, duch jest potrzebny. To jest właśnie duch, który niesie. Gdyby nie to, nie byłoby powstania styczniowego, powstań śląskich, powstania wielkopolskiego, powstania warszawskiego. Myślę, że ten duch towarzyszył powstańcom i ludności cywilnej w tych trudnych czasach” – stwierdził.

Jak zaznaczył, wojna wywołuje wiele dylematów.

„Postawiłbym granicę między powstaniem a wyklętymi, bo to są trochę inne czasy. Wojna to jest wojna. Jest tu jakaś tymczasowość, chwilowość, wyższa konieczność. To nie jest tak, że żołnierz na wojnie nie może strzelać, bo będzie zabijał, a jest przykazanie, żeby nie zabijać. Ale człowiek jest powołany do tego, żeby żyć, a nie do tego, żeby tak po prostu być mordowanym. Myślę, że pojawiało się dużo dylematów. To nie jest prosto zabić człowieka. Ale myślę, że w wielu powstańcach czy w ogóle żołnierzach pojawia się inny dylemat. Nie ten dylemat, czy wolno strzelać, bo to jest wojna, tylko problem nienawiści w sercu, problem tego, że walczy się z samym sobą. Są świadectwa, że z jednej strony Niemców brało się za jeńców, a z drugiej strony w wielu pojawiała się złość i nienawiść za to, co zrobili i chciałoby się ich wszystkich wystrzelać”.

„Słynny przykład – ks. Józef Stanek powieszony na stule. Jak się wiesza księdza na stule, to to nie jest wojna sprawiedliwa, to nie jest strzelanie do siebie z pistoletów. To jest pogarda dla kapłaństwa, dla bycia Polakiem, dla człowieczeństwa. Wtedy budzi się w człowieku uczucie gniewu czy wręcz nienawiści, a nienawiść w sercu trzeba zwalczać, nawet w czasie wojny. Myślę, że te wewnętrzne sprawy są duże trudniejsze niż takie, że ich wystrzelamy i zajmiemy kolejną dzielnicę” – podkreślił

Opowiedział również o działalności kapłanów w czasach powojennych podczas działalności podziemia antykomunistycznego.

„Byli księża, którzy wspierali, którzy dawali schronienie, dawali pożywienie. Ale byli też regularni kapelni, np. o. Władysław Gurgacz, który zginął razem ze swoimi chłopakami w Krakowie, ze swoim oddziałem. Ten ojciec, jezuita mógł się uratować, ale poszedł ze swoimi i zginął. Dalej ks. Rudolf Marszałek z oddziału Henryka Flamego «Bartka» ginie na Rakowieckiej. Jest przesłuchiwany, a potem jako jedyny ksiądz jest zamordowany wyrokiem na Rakowieckiej. Ale byli też księża niezwiązani wprost z partyzantką, jak np. bp Antoni Baraniak, który później i z innych względów był maltretowany, brutalnie przesłuchiwany 140 razy, torturowany na Rakowieckiej. Kapelani byli i wielu księży poniosło w związku z tym albo męczeństwo, albo jakieś cierpienie. Byli prześladowani przez aparat bezpieczeństwa (…) Tutaj też były dylematy, bo żołnierze podziemia potrzebowali spowiedników, potrzebowali księży, którzy będą o nich pamiętać”.

Zapytany, dlaczego kapłani byli niebezpieczni dla władzy komunistycznej, odpowiedział:

„Zawsze dla okupanta inteligencja, nie tylko księża, była zagrożeniem. Księża byli niebezpieczni, bo mieli ambony, mieli katechezę, cieszyli się szacunkiem, a władza niestety musiała kwadratowy klocek włożyć do trójkątnej dziurki. Trzeba było kolanem wciskać ten klocek komunistyczny w polską rzeczywistość i on nie pasował. A księża mówili: «To nie pasuje, to nie jest Polska». Oczywiście nie tylko księża, ale też nauczyciele, nauczyciele akademiccy itd. Księża, ponieważ mieli posłuch, byli dużym niebezpieczeństwem dla tej władzy. A władza komunistyczna uczyła się, jak sobie radzić z takimi niepokornymi i potem mieliśmy m.in. na Rakowieckiej to, co mieliśmy”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top