Jaromir Kwiatkowski o książce „Drzewo przetrwania” – wywiadzie z Polką, która przeżyła atak na WTC

Jaromir Kwiatkowski o książce „Drzewo przetrwania” – wywiadzie z Polką, która przeżyła atak na WTC

„W wieżowcu były ogromne systemy zabezpieczające, szkolono wszystkich pracowników WTC, jak mają się zachować w sytuacji zagrożenia. Szkolono ich m.in., żeby czekali na dyspozycje przez megafony. Tutaj tych dyspozycji nie było, ponieważ żadne systemy łączności nie działały i ci ludzie z niższych biur byli trochę zdezorientowani. Być może byłoby podobnie w biurze pani Leokadii, gdyby nie jej kolega z pracy, najspokojniejszy w zespole, który widząc, co się dzieje, zaczął – jak opowiadała – nie krzyczeć, ale dosłownie drzeć się: «Uciekać! Uciekać natychmiast!». To ich zmobilizowało do ucieczki. Jak opowiadała przez pierwsze 20 pięter, kiedy zbiegała, zbiegała tylko z osobami z jej biura. Dopiero później dołączyli się pracownicy innych biur” – mówił w poranku „Siódma 9” Jaromir Kwiatkowski, autor książki „Drzewo przetrwania. Ucieczka z 82 piętra” (Wydawnictwo Sumus), w której zapisał rozmowę z Leokadią Głogowską – Polką, która przeżyła zamach na World Trade Center.

Jak opowiadał, pani Leokadia pracowała w jednym z wieżowców. „Jej biuro mieściło się na 82 piętrze tej wieży, w którą uderzył pierwszy samolot”.

„Sam moment ataku to był – jak opowiadała – niesamowity huk, który jest nie do opisania. Zaczęły się przewracać meble, spadały książki. Jej pierwsze wrażenie było takie, że to jest ogromne trzęsienie ziemi. Ale oczywiście nie wiedziała, co to jest” – mówił gość poranka.

Pani Leokadia w książce tłumaczyła, dlaczego osoby pracujące nawet na niższych piętrach nie uciekały.

„W wieżowcu były ogromne systemy zabezpieczające, szkolono wszystkich pracowników WTC, jak mają się zachować w sytuacji zagrożenia. Szkolono ich m.in., żeby czekali na dyspozycje przez megafony. Tutaj tych dyspozycji nie było, ponieważ żadne systemy łączności nie działały i ci ludzie z niższych biur byli trochę zdezorientowani. Być może byłoby podobnie w biurze pani Leokadii, gdyby nie jej kolega z pracy, najspokojniejszy w zespole, który widząc, co się dzieje, zaczął – jak opowiadała – nie krzyczeć, ale dosłownie drzeć się: «Uciekać! Uciekać natychmiast!». To ich zmobilizowało do ucieczki. Jak opowiadała przez pierwsze 20 pięter, kiedy zbiegała, zbiegała tylko z osobami z jej biura. Dopiero później dołączyli się pracownicy innych biur”.

„Jak słuchałem opowieści pani Leokadii, było dla mnie rzeczą absolutnie niesamowitą obserwować ten ciąg zdarzeń, ktoś mógłby powiedzieć – przypadków. Dla mnie to są przypadki, ale z definicji Alberta Einsteina, że przypadek to jest sytuacja, kiedy Pan Bóg przechadza się anonimowo. Właściwie nie ma tam żadnego przypadku. Można zapytać, dlaczego pani Leokadia, wychodząc do pracy, w ostatniej chwili zmieniła szpilki na płaskie sandały? To zupełnie zmieniło jej sytuację tego dnia, bo mogła uciekać sprawnie, a te koleżanki, które przyszły wtedy do pracy w szpilkach, do dziś leczą naderwane ścięgna” – opowiadał autor.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top