Robert Górski: Jarosław Kaczyński jest postacią niejednoznaczną, ale bardzo charyzmatyczną. Odkrył coś w Polakach

Robert Górski: Jarosław Kaczyński jest postacią niejednoznaczną, ale bardzo charyzmatyczną. Odkrył coś w Polakach

„Z pewnością Jarosław Kaczyński to człowiek obdarzony wielką charyzmą, człowiek, który potrafi używać języka. Język jest przecież najważniejszą funkcją komunikacji. To jest nieprawdopodobne, że trafia do prostych ludzi, jednocześnie posługując się czasem bardzo wyrafinowanym językiem, czasem bardzo prostym. Czasem wydaje się bardzo miłym dziadziem, z którym chce się zostawić wnuki, a w innej sytuacji wydaje się człowiekiem, któremu nie dałbym wnuka pod opiekę, bo jakiś straszny, okrutny, wręcz zły i brutalny. Jest to niejednoznaczna postać, ale mimo to coś odkrył w Polakach. (…) Czasami wyborcy ufają mu bezgranicznie” – powiedział w poranku „Siódma 9” Rober Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju. W rozmowie z Marcinem Fijołkiem twórca „Ucha prezesa” opowiedział o pracach nad serialem i o książce „Jak zostałem prezesem” (Wyd. Czerwone i Czarne), którą napisał razem z Moniką Sobień.

Serial „Ucho prezesa” cieszy się wielkim zainteresowaniem widzów.

„Myślałem, że to będzie niszowy serial, skierowany do konkretnej grupy osób, które interesują się polityką, a nie jest to przecież wielka masa osób. To zupełne zaskoczenie, że odsłony serialu poszły w miliony” – mówił Robert Górski.

Jak zaznaczył, serial nie dotyczy tylko polityki.

„To nie był tylko serial polityczny. To był w dużej mierze serial obyczajowy, posługujący się dowcipem abstrakcyjnym. Słyszałem, że dzieci to oglądały, a dzieci nie wiedzą wiele o polityce, a mimo to znajdowały tam coś dla siebie, coś zabawnego. To był więc taki serial, który łączył pokolenia. Gdyby był tylko o polityce, to rzeczywiście to moje pierwotne założenie by spełnił. A to w dużej mierze serial obyczajowy”.

Odniósł się także do reakcji widzów na serial.

„Słyszałem różne opinie, chociaż częściej, że ocieplam wizerunek prezesa, ku rozpaczy ludzi, którzy za nim nie przepadają, a takich w Warszawie i wielkich miastach trochę jest. To pewien skutek uboczny, bo to nie było to moim zamiarem, ale jeśli tworzy się serial i ktoś chce to oglądać, to dlatego, że tę postać lubi, przywiązuje się do niej. Jest to chyba niezbędna cecha każdego serialu, nawet jeśli główną postacią jest zła postać, jakoś jej kibicujemy mimo wszystko. Ale to działa też w drugą stronę, bo też mój wizerunek się ocieplił dzięki prezesowi”.

Zapytany, na czym polega fonemem prezesa Kaczyńskiego, odpowiedział:

„Z pewnością jest to człowiek obdarzony wielką charyzmą, człowiek, który potrafi używać języka. Język jest przecież najważniejszą funkcją komunikacji. To jest nieprawdopodobne, że trafia do prostych ludzi, jednocześnie posługując się czasem bardzo wyrafinowanym językiem, czasem bardzo prostym. Czasem wydaje się bardzo miłym dziadziem, z którym chce się zostawić wnuki, a w innej sytuacji wydaje się człowiekiem, któremu nie dałbym wnuka pod opiekę, bo jakiś straszny, okrutny, wręcz zły i brutalny. Jest to niejednoznaczna postać, ale mimo to coś odkrył w Polakach”.

I dodał: „Prezes Kaczyński wydaje się ludziom wiarygodny, (…) odpowiedzialny, czasami wyborcy ufają mu bezgranicznie”.

Prace nad serialem „Ucho prezesa” już się zakończyły. Jak mówi Robert Górski:

„Jest to trochę ulga, bo to był straszny wysiłek z naszej strony, żeby ten serial tworzyć. To ogromne przedsięwzięcie. Efekt może wygląda, jakby to była łatwa i przyjemna praca, ale to jest spory wysiłek choćby logistyczny, żeby zebrać ludzi w jednym miejscu. Jak każdy mechanizm i ten się powoli zużywa. Coraz trudniej było z czasem dotrzeć do aktorów, którzy robili kariery, zmieniały się ich wymagania. Miałem wrażenie, że w pewnym momencie utkniemy i trzeba rzeczywiście wiedzieć, kiedy to efektownie skończyć. Czasami więc odczuwam ulgę, ale czasami żal, bo tyle sytuacji pojawia się co chwila w naszej polityce, że szkoda ich nie skomentować, szkoda z nich nie zrobić odcinka. Ale trudno. Myślę o kolejnych projektach, niezwiązanych wprost z polityką, które będą mogły takie sytuacje przetrawiać”.

W serialu pojawia się także opozycja. Jak tłumaczył gość poranka:

„Nie chciałem robić serialu tylko o PiS-ie, o prezesie i jego przybocznych ludziach. Słuchałem, co mówi opinia publiczna, czy robiłem tak, jak czyni czasem prezes, czyli wycofując się z niektórych pomysłów, żeby przedstawić również opozycję, żeby przedstawić spectrum całej naszej polityki. Na początku planowałem zrobić kilka odcinków o samym gabinecie prezesa, o tym, co tam się dzieje, ale skoro zyskało to sławę ogólnopolską, pomyślałem sobie, żeby zrobić coś też o opozycji, choćby po to, żeby odsunąć zarzuty, że tylko atakujemy PiS czy ich przedstawiamy w krzywym zwierciadle, a opozycja to też masa barwnych postaci. Ponieważ trudno sobie wyobrazić, że ktoś z nich trafia do gabinetu prezesa, musieliśmy poza ten gabinet wyjść”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top