Roman Mańka: Bezpośrednie wybory w małych jednostkach to paradoksalnie mechanizm antydemokratyczny

Roman Mańka: Bezpośrednie wybory w małych jednostkach to paradoksalnie mechanizm antydemokratyczny

„Jestem przeciwnikiem bezpośrednich wyborów w takich małych jednostkach, bo to tylko pozornie wydaje się dobre. Społeczeństwo ma takie wrażenie, że może wpływać, że może wybierać, że jest większa kontrola społeczna. Niestety w praktyce to tak nie działa. Ta kontrola społeczna, ta demokracja jest mniejsza i paradoksalnie bezpośrednie wybory stały się mechanizmem antydemokratycznym, gdyż one nastawiają wójtów, burmistrzów na populizm, na popularność” – powiedział w poranku „Siódma – Dziewiąta” Roman Mańka, publicysta.

W rozmowie z Agnieszką Borowska skomentował wprowadzenie zmian w ordynacji wyborczej.

„Część zmian mi się podoba, ale trzeba rozwiać pewne mity. Moim zdaniem dwukadencyjność bez sposobu zmiany wybierania, zmiany systemu wyborczego, niewiele da, gdyż władza w samorządach będzie się reprodukować. Jeżeli weźmiemy małe jednostki, małe gminy, często jest tak, że rządzi tam jeden układ, tworzy się takie klientelistyczne środowisko, można powiedzieć koteria (…) Burmistrz czy wójt rozdaje etaty, tworzy sieć klientelistyczną, rozdaje etaty często dzieciom radnych, lokalnym biznesmenom, wiernych działaczom, członkom OSP. Tworzy się taka struktura, która po pierwsze już nawet w wymiarze liczebnym stanowi pewną siłę, niewytaczającą, żeby wygrać wybory, ale istotną jako pewien punkt wyjścia, a po drugie posiada zdolność do wytwarzania narracji politycznych, kulturowych i daje możliwość sprawowania władzy niezależnie od jakości rządzenia. Wójt może rządzić źle, ale utrzymuje się przy władzy, bo ta struktura daje mu tę przewagę, tę siłę” – podkreślił gość poranka.

Odniósł się także do weekendowej konwencji Platformy Obywatelskiej. „W tej konwencji nie było nic nowego, przełomowego. (…) To ciągle ta sama formuła: ściąga się ludzi, działaczy z kraju, którzy jadą setki kilometrów, później umieszcza się ich w pomieszczeniu, gdzie mają tylko bić brawo i słuchać lidera. Nic właściwie nie mówią i nie wnoszą. A demokracja polega na tym, że trzeba wysłuchać głosu ludzi, głosu działaczy, którzy mają kontakt z terenem, z lokalną rzeczywistością, bo oni mogą coś ciekawego, wartościowego wnieść”.

back to top