Ks. Dariusz Flak: W Peru zaczęła się panika. Ludzie masowo uciekają z miast na prowincję, bo nie mają pieniędzy na życie

Ks. Dariusz Flak: W Peru zaczęła się panika. Ludzie masowo uciekają z miast na prowincję, bo nie mają pieniędzy na życie

„Na początku to było bardzo spokojne. U mnie nie ma komisariatu policji ani wojska, dlatego było spokojnie. Ale okazuje się, że teraz jest o wiele większa panika niż na początku. W miastach jest o wiele spokojniej. Wszystko pomalutku wraca do normy. Natomiast u nas na wioskach jest coraz większa panika. Jest to spowodowane tym, że ludzie na siłę uciekają z miasta. (…) Uciekają dlatego, że nie mają pieniędzy na życie i próbują wrócić tutaj na prowincję, skąd wyszli kilka, kilkanaście lat temu. (…) Przyjeżdżają tutaj, bo tutaj głodu nie ma. Na wioskach jakoś sobie radzimy” – powiedział w poranku „Siódma 9” ks. Dariusz Flak, misjonarz pracujący w Peru. W rozmowie z Anną Czytowską opowiedział, jak tam wygląda sytuacja w związku z pandemią koronawirusa.

„Zaczęliśmy właśnie 10 tydzień stanu wyjątkowego. Wszystko zaczęło się 9 tygodni temu, dokładnie 15 marca od pierwszego przypadku. Na dziś tych przypadków jest ponad 92 tys. W całym Peru. Oczywiście wszystko jest zróżnicowane w zależności od miejsca. Peru to kraj 4 razy większy od Polski, a więc skupisko ludności, które jest w metropolii Lima, w stolicy, to ok. 12 mln. To jest największe dzisiaj skupisko wirusa” – mówił gość poranka.

Jak zaznaczył, restrykcje były dosyć surowe.

„Od samego początku wszystko jest zamknięte. Otwarte są tylko sklepy spożywcze i banki. Od początku wprowadzono godzinę policyjną, najpierw było od 18 do 5 rano, teraz jest od 20 do 5 rano. Przez kilka tygodni w ogóle nie można było wychodzić na ulice (…) Policja i wojsko na ulicy, kontrole brak możliwości przemieszczania się. Ja mieszkam na głębokiej prowincji. Do miasta powiatowego mam 2 godziny (…) Przez 55 dni w ogóle nie wyjeżdżałem”.

Zwrócił uwagę, że w Peru wielu ludzi ucieka z miasta, bo na prowincji życie jest tańsze.

„Na początku to było bardzo spokojne. U mnie nie ma komisariatu policji ani wojska, dlatego było spokojnie. Ale okazuje się, że teraz jest o wiele większa panika niż na początku. W miastach jest o wiele spokojniej. Wszystko pomalutku wraca do normy. Natomiast u nas na wioskach jest coraz większa panika. Jest to spowodowane tym, że ludzie na siłę uciekają z miasta. Trzeba też wspomnieć, że od samego początku nie można pracować. Wszystkie kościoły muszą być zamknięte. Ja oficjalnie nie mogłem nawet przejść do kościoła. Nie można odprawiać Mszy św. przy otwartych drzwiach. To wszystko jest spowodowane tym, że była wielka panika. Było spokojnie do teraz, bo teraz ludzie uciekają dlatego, że nie mają pieniędzy na życie i próbują wrócić tutaj na prowincję, skąd wyszli kilka, kilkanaście lat temu. (…) Ludzie z miasta przyjeżdżają tutaj, bo tutaj głodu nie ma. Na wioskach jakoś sobie radzimy”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top
 

Partnerzy

ŻYWA WIARA