Joanna i Norbert Dawidczykowie: Całe życie małżeńskie to obszar, w którym uczymy się swojej inności i uczymy się akceptowania siebie nawzajem

Joanna i Norbert Dawidczykowie: Całe życie małżeńskie to obszar, w którym uczymy się swojej inności i uczymy się akceptowania siebie nawzajem

„Całe życie małżeńskie to obszar, w którym uczymy się swojej inności i uczymy się akceptowania siebie nawzajem. Jeżeli odkrywamy, że coś mi w mężu/żonie nie pasuje, to nie jest to obszar do zmiany dla męża/żony, tylko dla mnie, czyli do odpowiedzi sobie na pytanie, dlaczego mi to coś w mężu/żonie nie pasuje, co we mnie jest takiego, że czegoś w mężu nie akceptuję. Może jakieś inne mechanizmy włączają, jakieś mechanizmy obronne, które powodują, że pewną część jego osobowości, jego sposobu bycia, jego emocjonalności ja odrzucam. To jest wyzwanie dla małżonków na całe małżeńskie życie, ale ciekawe wyzwanie” – powiedziała w poranku „Siódma 9” Joanna Dawidczyk. Razem z mężem Norbertem opowiedziała w rozmowie z Anną Czytowską o książce „Trzy razy miłość” (Wyd. Bernardinum).

Jak mówiła pani Joanna:

„Opisujemy trzy etapy miłości w naszym życiu. Pierwszy etap to miłość do siebie nawzajem, czyli miłość małżeńska. Piszemy o tym, w jaki sposób ta miłość małżeńska się rozwija w naszym życiu, jaki miała początek, jak ewoluowała, jak się przeobrażała, jak się wzbogacała. Drugi etap to miłość rodzicielska, która w zasadzie jest uzupełnieniem miłości małżeńskiej, ale jest też zupełnie innym etapem w życiu małżonków. Trzeci rodzaj miłości, w którym piszemy, to nasza miłość do Kościoła, nasze zanurzenie w Kościele”.

Jak zaznaczyła, lepiej z małżeństwem się nie spieszyć.

„Lepiej zaczekać. Kiedy nie czekamy, nie mamy czasu na to, żeby wykrystalizowało się w nas spojrzenie na to, z kim chcemy być, jakiego człowieka chcemy mieć u swego boku. Nie widzimy też, czy tego człowieka podsyła nam Pan Bóg czy nie. Tutaj jest tylko zbieg okoliczności”.

Czy ważna jest przyjaźń w małżeństwie? Jak tłumaczył pan Norbert:

„Dla nas jest czymś niezbędnym. Trudno nam sobie wyobrazić tzw. dobre małżeństwo, czyli małżeństwo, które jest w bliskiej relacji, jeżeli nie ma tam przyjaźni. Dlatego na rekolekcjach, które prowadzimy, często zapraszamy małżonków, żeby odpowiedzieli na pytanie, czy są dla siebie przyjaciółmi. Jeżeli jesteśmy przyjaciółmi, dajemy sobie wsparcie. Mam komfort, że moja żona jest ze mną w sytuacjach, które są dla mnie trudne. Pomaga znaleźć mi odpowiedzi na pytania, które rodzą się w związku z różnymi wydarzeniami”.

Zapytani, czy doświadczyli pokusy zmieniania małżonka pod swoje wyobrażenie, odpowiedzieli:

„To jest naturalna pokusa wielu z nas. Upraszczając, żona ma często nieświadomą pokusę, żeby zrobić z męża koleżankę, z którą można pójść oglądać ubrania i zastawiać się dwie godziny, czy ładniejszy jest sweter zielony czy czerwony i go nie kupić, co dla przeciętnego mężczyzny jest nie do przyjęcia. Natomiast mężczyzna ma pokusę zrobić z żony fajnego kumpla, z którym można o piłce pogadać, jakieś sportowe zajęcia sobie zrobić. Nieraz to się udaje i dogadujemy się w tych płaszczyznach, ale nazywamy to pokusą świadomie, bo moja żona może być maksymalnie moją przyjaciółką, a ja jej przyjacielem, nie tracąc swojej osobowości i różnic wynikających z płci” – mówił pan Norbert.

„Całe życie małżeńskie to obszar, w którym uczymy się swojej inności i uczymy się akceptowania siebie nawzajem. Jeżeli odkrywamy, że coś mi w mężu/żonie nie pasuje, to nie jest to obszar do zmiany dla męża/żony, tylko dla mnie, czyli do odpowiedzi sobie na pytanie, dlaczego mi to coś w mężu/żonie nie pasuje, co we mnie jest takiego, że czegoś w mężu nie akceptuję. Może jakieś inne mechanizmy włączają, jakieś mechanizmy obronne, które powodują, że pewną część jego osobowości, jego sposobu bycia, jego emocjonalności ja odrzucam. To jest wyzwanie dla małżonków na całe małżeńskie życie, ale ciekawe wyzwanie” – zaznaczyła pani Joanna.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top

Partnerzy

ŻYWA WIARA