Grzegorz Sieczkowski: Zima stulecia była kataklizmem, który wyzwolił w ludziach dobro

Grzegorz Sieczkowski: Zima stulecia była kataklizmem, który wyzwolił w ludziach dobro

„W tym złym kataklizmie było coś takiego, że ludzie ze sobą zaczęli rozmawiać, pomagać. Tam, gdzie były awarie, gdzie np. ludzie się w blokach nie znali (...) nagle okazało się, że jak jest awaria, wszyscy nie mają najpierw ogrzewania, potem prądu, a na końcu gazu, to nagle zaczęli ze sobą rozmawiać i zastanawiać się, co robić, jak żyć. W tych domach przecież były małe dzieci, starsze osoby i też trzeba było normalnie próbować coś zjeść, o czym nie zapominajmy” – opowiadał Grzegorz Sieczkowski, autor książki „Zima stulecia”. Zebrał on wspomnienia osób, które przeżyły ten kataklizm na przełomie 1978 i 1879 r.

Jak podkreślił, był to niezwykły, choć trudny czas, niepowtarzalne przeżycie:

„To jest dość ważne przeżycie, chyba pokoleniowe również, gdzie nagle zostaliśmy postawieni w dość dziwnej sytuacji, nieoczekiwanej, zaskoczeni kataklizmem. Nigdy wcześniej większość z nas nie zetknęła się z kataklizmem. To był taki kataklizm powszechny: unieruchomione ulice, unieruchomiony Wrocław, który był spowity w ciemności. W książce jest opis człowieka, który idzie przez ten Wrocław i ma wrażenie, że marsjanie zaatakowali miasto. To było coś niezwykłego”.

„Jak ja wspominam różne rzeczy z tego okresu, to np. nigdy wcześniej i później nie szedłem ulicami Warszawy jak w tunelu, w śniegu, gdzie wiedziałem, że jestem na jakiejś ulicy, ale dokładnie nie potrafiłem powiedzieć, w którym punkcie tej ulicy jestem. To było niezwykłe, że w ogóle nie wiedzieliśmy nawet czasami, jak jesteśmy bardzo zasypani” – wspominał autor w rozmowie z Anną Skiepko.

back to top