Otwórz player w nowym oknie

„Mama na obcasach” z Karoliną Nają: Nie udałoby mi się połączyć macierzyństwa z karierą sportsmenki, gdyby nie wsparcie od rodziny i drużyny

„Mama na obcasach” z Karoliną Nają: Nie udałoby mi się połączyć macierzyństwa z karierą sportsmenki, gdyby nie wsparcie od rodziny i drużyny

„Mama na obcasach” to cykl wywiadów z kobietami, dla których zarówno realizacja zawodowa, jak i posiadanie dzieci są najważniejszymi celami w życiu. Wybrane bohaterki, w rozmowie z Magdaleną Szefernaker, opowiedzą o tym jak na co dzień skutecznie łączą te dwa niezwykle wymagające obszary życia. Zmierzą się także ze stereotypowym przekonaniem, że kobieta musi wybrać czy robi karierę zawodową, czy chce mieć rodzinę i zająć się dziećmi. Pokażą, że macierzyństwo to nie przeszkoda, ale często wręcz przeciwnie – początek kariery zawodowej.

Poniedziałkowym gościem poranka „Siódma 9” była Karolina Naja – mama trzyletniego Miecia i multimedalistka najważniejszych międzynarodowych imprez sportowych w kajakarstwie.

(MSz): Kajakarstwo to cały Twój świat – jesteś dwukrotną brązową medalistką Igrzysk Olimpijskich, mistrzynią świata i czterokrotną mistrzynią Europy oraz dwukrotną brązową medalistką igrzysk europejskich w kajakarstwie. Jakie to uczucie, gdy staje się na najwyższych stopniach podium?

(KN) Moim zdaniem to jest najwspanialsze uczucie jakie może przeżyć sportowiec i to jest rekompensata za wytrwanie w swoich postanowieniach i celach. Stając na najwyższym stopniu podium, wiemy, że łączy się to z tym, że usłyszymy nasz hymn narodowy. To jest po prostu taka duma, radość i bardzo wielka satysfakcja. To jest moment, gdy urzeczywistnia się marzenie, które zostało kiedyś nieśmiało wypowiedziane w myślach młodego sportowca.    

Skąd w ogóle pomysł na to by profesjonalnie zająć się kajakarstwem?

Moja przygoda z kajakarstwem rozpoczęła się w piątej klasie szkoły podstawowej, gdy miałam około 11 lat. Razem z grupą koleżanek trafiałam na przystań kajakową w miejscowości Tychy, bo stamtąd pochodzę i poprzez zwykłą zabawę rozpoczęłam treningi. Zawsze interesowałam się sportem i byłam bardzo aktywnym dzieckiem. Jednak kajakarstwo to była mało popularna dyscyplina sportu, dlatego wydawała mi dość wyjątkowa i bardzo oryginalna. Możliwość wypłynięcia kajakiem na środek jeziora wydawała mi się bardzo ciekawa, dlatego na początku rozpoczęłam takie treningi przez zabawę, później przyszły pierwsze zawody, pierwsze wyjazdy, pierwsze obozy. Zostały wprowadzone akcenty rywalizacji, współzawodnictwa, współpracy w drużynie i na tyle się w to wciągnęła, że mam 31 lat i myślę o tym, żeby jeszcze trochę kontynuować tę karierę sportową.

Trzymam kciuki, żeby tak właśnie było. Można powiedzieć, że do spełnienia sportowych marzeń brakuje Ci już tylko złotego krążka Igrzysk Olimpijskich. Jak zatem Twoje przygotowania do najważniejszych zawodów sportowych, które odbędą się w przyszłym roku w Tokio?

Przygotowania idą prawidłowo, mimo tych utrudnień, które spotkaliśmy w tym roku z powodu wybuch pandemii koronawirusa, co spowodowało, że igrzyska zostały przeniesione na następny rok,  to my od października ruszyliśmy na nowo z całym cyklem przygotowań, tak jak to robimy każdego roku. Wszystko postępuje planowo, tak jak trener kadry sobie rozpisał. A jeśli chodzi o moją sprawność fizyczną to jak na razie nie mam żadnych kontuzji, zdrowie dopisuje i oby tak było do końca.

Nawet teraz gdy rozmawiamy, jesteś właśnie na zgrupowaniu razem ze swoimi współzawodniczkami. Możesz nam zdradzić gdzie teraz jesteście i jak przygotowujecie się do najważniejszych zawodów, które odbędą się w Tokio?

Jesteśmy w Portugalii, w miejscowości Vila Nova de Milfontes, która znajduje się na południu Portugalii. Jest tutaj 18 dziewczyn, które stanowią naszą reprezentację w kajakarstwie. Jest tutaj dwóch trenerów – Tomasz Kryk i Maciej Juhnke, trenujemy razem i realizujemy takie jednostki treningowe, jak pływanie kajakiem na rzece, treningi siłowe czy biegi w terenie. Trenujemy dwa razy dziennie, a jeśli mówimy o jakimś czasie wolnym to mamy właśnie w czwartek po południu dzień odpoczynku i niedziela też jest często takim dniem, kiedy odpoczywamy, kiedy mamy czas na regenerację, na ewentualne zobaczenie i zwiedzenie pobliskiej miejscowości.

Trzy lata temu zostałaś mamą Miecia, a trzy miesiące później wróciłaś już do pracy i razem z grupą kajakarek rozpoczęłaś przygotowania do kolejnego sezonu. Teraz też bardzo intensywnie przygotowujesz się do Igrzysk Olimpijskich. Jak udaje Ci się to wszystko połączyć? 

Z perspektywy czasu nasuwa mi się tutaj tylko jedno słowo – szaleństwo. Sama często zastanawiałam się skąd we mnie były takie pokłady siły, żeby to wszystko pogodzić. Wszystko zaczęło się od odwiedzin znajomych, którzy przyjechali nas odwiedzić po urodzeniu Miecia i po tym jak wszyscy nacieszyli się Mieczysławem to zaczęły się pojawiać pytania: co dalej ze mną i czy myślę o powrocie do sportu? I tutaj zaczęła się cała dyskusja. Na początku bardzo się przed tym broniłam i mówiłam, że to jest niemożliwe, przecież już jest luty, a od kwietnia zaczynają się zawody, więc raczej nie da się tego zrealizować. Z tego wywiązała się dalej luźna rozmowa i zaczęły się nasuwać różne rozwiązania. Spojrzałam na swojego partnera, a on spojrzał w kalendarz i zobaczyłam, że na jego twarzy jest pełne wsparcie i akceptacja, więc dlaczego by nie spróbować skoro razem damy radę. I tak po prostu zaczęło się to realizować. Trzeba było wyrobić Mieciowi paszport, bo miesiąc później jechałam już z trzymiesięcznym dzieckiem na zgrupowanie do Włoch, zabierając tam właśnie swoich rodziców jako opiekunów, żebym mogło spokojnie wrócić do treningów. I tak bez żadnej presji zaczęłam powoli trenować, czekając tak naprawdę na możliwość wystartowania w zawodach i zobaczenia jak mój organizm radzi sobie w takiej nowej rzeczywistości jak dla mnie.

Kto na co dzień zajmuje się Mieciem, gdy Ty musisz być na zgrupowaniach czy treningach? I jak na co dzień wygląda życie mamy-sportsmenki?

Praktycznie przez pierwsze dwa lata Mieciu jeździł na każde zgrupowania razem ze mną i wtedy zawsze musiał być ktoś do pomocy, głównie oczywiście po to, by na czas treningu zająć się moim synkiem. I różnie to bywało – czasami był to tata Miecia, mój partner Łukasz, czasami zaangażowani w pomoc byli moi rodzice lub moja siostra. Niewątpliwie zawsze musiała być ta osoba, która będzie mnie wspierać i zajmie się Mieciem, żebym mogła normalnie realizować treningi.  

W jaki sposób macierzyństwo zmieniło Twoje spojrzenie na Twoją karierę sportową?

Tak naprawdę bycie mamą bardzo mi pomogło. Złapałam dystans do wielu spraw dzięki temu, że mam dużo mniej czasu a więcej obowiązków, więc podświadomie zaczynam koncentrować się na tych rzeczach, które są bardzo istotne i ważne, żeby realizować swoje założenia. Nie było zatem czasu na zmartwienia, na zajmowanie się mało ważnymi problemami. Nauczyłam się też trochę inaczej patrzeć na sport i nie myśleć już przede wszystkim tylko o celach, ale tak naprawdę czerpać radość z trwania tej przygody, z trenowania, z tego, co udało mi się stworzyć z drużyną, czy również z tego, jaką wielką radością jest mój syn dla dziadków i że to wszystko tak bardzo fajnie łączy się ze sobą.  

Na swoich profilach w mediach społecznościowych piszesz o tym, że chcesz pogodzić macierzyństwo ze sportem – jaki jest Twój sposób na to, by to osiągnąć?

Dla mnie najważniejsze to jest nie bać się otrzymywać wsparcia od najbliższych, a czasami nawet od nich trochę tego żądać. Mam tego świadomość, że tak naprawdę nie udałoby mi się połączyć macierzyństwa z karierą sportsmenki, gdyby nie wsparcie od rodziny i drużyny, ale też od Polskiego Związku Kajakowego i Ministerstwa Sportu, a także gdybym nie dostała zielonego światła do tego, że mogę spróbować wrócić na drogę sportową.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Trzymam kciuki za kolejne medale na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. 

back to top

Partnerzy

ŻYWA WIARA