Otwórz player w nowym oknie

"Mama na obcasach" z Małgorzatą Kożuchowską: Pogodzenie macierzyństwa z życiem zawodowym jest trudne, ale nie jest niemożliwe

"Mama na obcasach" z Małgorzatą Kożuchowską: Pogodzenie macierzyństwa z życiem zawodowym jest trudne, ale nie jest niemożliwe

„Mama na obcasach” to cykl wywiadów z kobietami, dla których zarówno realizacja zawodowa, jak i posiadanie dzieci są najważniejszymi celami w życiu. Wybrane bohaterki, w rozmowie z Magdaleną Szefernaker, opowiedzą o tym, jak na co dzień skutecznie łączą te dwa niezwykle wymagające obszary życia. Zmierzą się także ze stereotypowym przekonaniem, że kobieta musi wybrać czy robi karierę zawodową, czy chce mieć rodzinę i zająć się dziećmi. Pokażą, że macierzyństwo to nie przeszkoda, ale często wręcz przeciwnie – początek kariery zawodowej.

Poniedziałkowym gościem poranka „Siódma 9” była Małgorzata Kożuchowska – aktorka i mama sześcioletniego Jasia.

(MSz) Małgosiu, nie jest żadną tajemnicą, że w Twoim przypadku sytuacja jest odmienna od moich wcześniejszych bohaterek – najpierw zrobiłaś karierę, zdobyłaś szczyty w aktorstwie, a dopiero później zostałaś mamą. Jak przyjęłaś wiadomość o tym, że spodziewasz się dziecka?

(MK) To było największe szczęście jakie mnie spotkało w życiu. Jaś to dziecko długo wyczekiwane przeze mnie i mojego męża. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży przyjęłam to początkowo z lekkim niedowierzaniem. Nawet dwukrotnie potwierdzaliśmy to, żeby mieć stuprocentową pewność. Potem zaczął się czas wielkiej troski o to, żeby Jasiu się urodził i żeby urodził się zdrowy. Chcieliśmy mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby wszystko dobrze się skończyło i żebyśmy mogli zostać szczęśliwymi rodzicami. Tak się stało, więc jestem szczęśliwa i bardzo wdzięczna Bogu, za to, że się udało.

Twoje macierzyństwo było długo wyczekiwane. Kilka lat staraliście się o dziecko. Jak sama powiedziałaś w jednym z wywiadów – z medycznego punktu widzenia na zajście w ciążę miałaś tylko 2 procent szans. Skąd zatem była w Tobie determinacja do tego, by zostać mamą?

O tym, że jest aż tak źle, jeśli chodzi o moje szanse na dziecko, dowiedziałam się dość późno. Byłam wtedy pod opieką pani doktor endokrynolog Katarzyny Jankowskiej, która jest niezwykłą lekarką i wspaniałą osobą. Moje wyniki były jak wyrok, ale ona widziała moją determinację i wiarę w to, że jeśli się chce, można wszystko. Zdecydowała, że nie podzieli się ze mną niedobrą informacją, bo nie chciała mi podcinać skrzydeł i jestem jej za to wdzięczna. Późno zostałam mamą, ale też późno odkryłam w sobie instynkt macierzyński. Byłam zafascynowana uprawianiem swojego zawodu, który jest moją życiową pasją i to przez jakiś czas nakręcało mnie, zastępowało inne bardzo ważne pragnienia czy instynkty. Aż przyszedł moment, kiedy zapragnęłam mieć dziecko i być mamą. Chciałam przeżyć wszystko, co wiąże się z macierzyństwem, wychowywaniem młodego człowieka, patrzeniem na to, jak się rozwija, uczy się coraz to nowych rzeczy, a potem jak staje na własne nogi, usamodzielnia się. Nie chciałam tego stracić i do końca życia być wyłącznie aktorką i kobietą pracującą. Powiedziałam sobie: „Dobra, teraz biorę się za dziecko” i… zaczęły się schody. Okazało się, że to nie jest takie proste, a mój wiek też mi w tym nie pomagał. Nie dopuszczałam jednak do siebie myśli, że coś może się nie udać.

Na szczęście wszystko się udało, a Twój syn Jaś ma już sześć lat. Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Macierzyństwo jest dla mnie ciągłym odkrywaniem w sobie nowych pokładów miłości i umiejętności rezygnowania z siebie w imię miłości i dziecka. Kiedyś wydawało mi się niemożliwym czerpanie z tego radości czy satysfakcji, tym bardziej, że od dziecka ważniejszy był dla mnie rozwój osobisty. Bardzo dużo w siebie pod tym względem inwestowałam, teraz inwestuję w dziecko, choć oczywiście nie rezygnuję ze swoich ambicji i pasji. Cały czas pracuję, angażuję się w nowe projekty, podejmuję wyzwania. Nie spoczywam więc na laurach, choć po urodzeniu dziecka moje priorytety trochę się zmieniły i praca nie jest już moim „być albo nie być”.

To jak macierzyństwo zmieniło Twoje patrzenie na pracę? Bo zapewne inaczej jest być aktorką Małgorzatą Kożuchowską, która nie ma dziecka, a inaczej jest być mamą-aktorką.

Po urodzeniu Jasia musiałam dość szybko wrócić na plan, co wynikało nie tylko z moich wcześniejszych zobowiązań. Czułam też odpowiedzialność za ekipę z serialu „Rodzinka.pl”, która miała jeden sezon pauzy w graniu z uwagi na to, że moja ciąża była zagrożona. Wszyscy związani z planem zdjęciowym muszą utrzymywać siebie, swoje rodziny, dzieci, dlatego chciałam żeby wszystko wskoczyło - gdy tylko będzie to możliwe - na normalne tory. Jeździłam z malutkim Jasiem na plan, gdzie zapewniono nam bardzo dobre warunki. Była też z nami oczywiście niania, bo inaczej nie mogłabym grać.

Czyli pomoc innych okazała się niezbędna?

Pomagała mi też moja mama i mój mąż. Wszystko udało się skoordynować, ale nie ukrywam, że ogromnym kosztem: niedospania, zmęczenia i stresu. Myślę, że każda mama, która musiała wrócić do pracy mając w domu niemowlaka, zgodzi się ze mną, że bardzo trudne jest pogodzenie tych dwóch światów, ale nie jest niemożliwe. Mamy to za sobą i Jaś tego nie odczuł, bo najważniejsze dla niego było, że cały czas był z mamą. Karmiłam go piersią przez osiem miesięcy i jestem z siebie dumna, że dałam radę nawet w tak nietypowych okolicznościach.

Czy były takie sytuacje, że musiałaś wybierać między pracą, a czasem przeznaczonym dla Twojego syna? Miałaś takie dylematy?

Chciałabym tutaj sypnąć przykładami, ale szybko o takich sytuacjach zapominam, bo mam taką naturę, że koncentruję się na pozytywach. Zanim się czegoś podejmę to długo analizuję, konsultuję się z bliskimi, ale gdy już zapadnie decyzja robię co do mnie należy i skupiam się tylko na tym.

A czy trzeba wybierać między pracą a dzieckiem? Rezygnuję z różnych rzeczy, ale przychodzi mi to o wiele łatwiej. Z kolei, jeśli na jakieś przedsięwzięcie mam wielką ochotę i upchnę je w swój grafik, wiem, że potrafię się zmobilizować jeszcze bardziej niż kiedyś. Coś, na co poświęcałam dziesięć godzin, dziś potrafię zrobić w sześć. Dni zdjęciowe mamy zakontraktowane na 12 godzin, ale jeśli wszyscy się zepną, możemy nagrać wszystko co zaplanowano, w krótszym czasie. Oczywiście jest wtedy mniej kawek, mniej gadania, więcej pracy. Mam poczucie, że teraz o wiele szybciej robię pewne rzeczy, szybciej wracam do domu i jestem już wtedy dla Jasia.

Czyli taka niesamowita organizacja, o czym na naszej antenie mówiły już wcześniej moje bohaterki, jest po prostu niezbędna.

Potrzebna jest zarówno organizacja, jak i mobilizacja oraz logistyka.

Jackie Kennedy powiedziała kiedyś takie zdanie: „Jeśli poniesiesz porażkę na polu wychowania własnych dzieci, nie wiem, czy cokolwiek innego z twoich dokonań ma wtedy jeszcze jakiekolwiek znaczenie.”

Zgadzam się z tym.

Jak Tobie udaje się znaleźć balans między pracą a domem? Jaka jest zatem Twoja recepta na połączenie roli mamy i roli aktorki?

Jeśli chodzi o wychowywanie Jasia i spędzanie z nim czasu – to podkreślę raz jeszcze – nie jestem w tym sama. Podziwiam wszystkie kobiety, które same wychowują jedno albo nawet kilkoro dzieci. To są dla mnie bohaterki i niezwykle dzielne kobiety, choć ten ich wysiłek jest zazwyczaj niedostrzegany albo niedoceniany. Mam nadzieję, że doceniają to dzieci, kiedy już dorastają i zaczynają swoje samodzielne życie.

Mój mąż jest, tak jak ja, bardzo zaangażowany w wychowywanie Jasia i opiekę nad nim. Bardzo mi pomaga i na szczęście nie stawia granic mówiąc: „Gośka, nie możesz tego zrobić, bo przecież musisz być mamą, bo jest Jaś”. Staramy się dzielić obowiązki domowe sprawiedliwie. Wiem, że kiedy mam bardziej intensywny czas w pracy, mogę liczyć na mojego męża. Stało się tak ostatnio w sierpniu, kiedy przez pandemię przeniesiono próby z marca, a premiera spektaklu miała się odbyć we wrześniu. Czas przygotowań do premiery wiąże się z moją częstszą nieobecnością w domu, ale jest też intensywny pod względem mojego zaangażowania psychicznego w proces budowania roli, o której dużo wtedy myślę. Po powrocie do domu trudno mi wyrzucić i zostawić wszystko, co przed chwilą przeżywałam na próbach i w jaki sposób kreowałam postać. Na pewno jest to trudne dla partnera, dla małżonka, żyć przez miesiąc pod jednym dachem z kimś, kto jest trochę „odklejony od rzeczywistości”. Dzięki Bogu, mój mąż to akceptuje i wie jak w takich sytuacjach trochę mnie odciążyć. Przychodzi potem taki moment, kiedy on jest bardziej zajęty w swojej pracy i wtedy ja rezygnuję z niektórych swoich zajęć, bo wiem, że opieka nad Jasiem i prowadzenie domu spoczywa wówczas w większym stopniu na mnie. Uważam, że takie wyważanie, balans i zrozumienie, że trzeba być sprawiedliwym we wspólnym życiu, bardzo pomaga w podejmowaniu wielu decyzji. I dziecko też wtedy nie jest stratne.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję. Pozdrawiam. Trzymajcie się. Wszystkiego dobrego. Dużo zdrowia.

back to top

Partnerzy

ŻYWA WIARA