Otwórz player w nowym oknie

Agnieszka Dobkiewicz: Bohaterki książki po wojnie prowadziły takie życie, jakim można się szczycić

Agnieszka Dobkiewicz: Bohaterki książki po wojnie prowadziły takie życie, jakim można się szczycić

"Bohaterki mojej książki to dziewczyny, które do 1939 roku prowadziły normalne życie, cieszyły się nim, kochały, pracowały. Po 1939 roku stały sie obywatelkami drugiej kategorii, ponieważ miały żydowskie pochodzenie. To są bardzo różne życiorysy, łączy je fakt, że koniec wojny spędziły w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen. Starałam się pokazać czytelnikom, że to były normalne dziewczyny, bardzo ambitne. Te, które miały szanse przeżyć zgotowane im piekło, po wojnie prowadziły takie życie, jakim można się szczycić" – powiedziała w poranku Siódma9 Agnieszka Dobkiewicz, autorka książki "Dziewczyny z Gross-Rosen" (Znak Horyzont).

Pewną trudnością podczas pracy nad książką była niewielka ilość materiałów, jakie pozostały po obozie Gross-Rosen. Dokumenty były niszczone przez wycofujących się Niemców.

"Z tym obozem jest ten problem, że dokumentów po nim jest bardzo mało, większość została zniszczona. To, czym dysponujemy, to śladowe ilości i ciągle jeszcze rozproszone. Przystępując do pracy nad książka byłam przekonana, że nie uda mi się sprostać oczekiwaniom wydawnictwa. Ale gdy zaczęłam wybierać bohaterki, zmierzyłam się z pytaniem, kogo mam wybrać, które historie opisać. Dużo więcej materiałów możemy znaleźć na zachodzie Europy, wiele z tych dziewcząt po wojnie pozostało w alianckich strefach" – mówiła Agnieszka Dobkiewicz.

 W książce znajdują się niepublikowane dotąd dzienniki kobiet więzionych w obozie.

"To, że mogłam opublikować dwa nieznane dzienniki dziewcząt grossroseńskich, jest zasługą pracownic Muzeum Gross-Rosen. Dziennik Feli Szeps przetrwał tylko dlatego, że ta dziewczyna wiedziona jakimś przeczuciem wiedziała, że to musi przetrwać. Przez całą okupację, cały etap niewolniczego życia, zapisywała jego fragmenty i pieczołowicie chowała, nosiła przy sobie. Nie potrafię sobie wyobrazić, że w takich warunkach zniewolenia, gdzie zabierano tym dziewczynom wszystko, były w stanie przemycić te zapiski, przenieść kilkaset kilometrów podczas marszu śmierci. Ludzie nie mieli już wtedy przy sobie praktycznie nic, tracili zmysły. Nieodziane, bez butów, jedzenia, szły przed siebie nie wiedząc gdzie i nie wiedząc czy idę na stracenie. Fela przeniosła dziennik w woreczkach po chlebie" – mówiła autorka.

Fela Szeps nie przeżyła wojny, zupełnie inne zakończenie miała historia Gerdy Weissmann-Klein, która o historii grossroseńskich dziewcząt mówiła ze sceny podczas gali rozdania Oscarów w 1996 roku. Historia Gerdy także została opisana w książce.

"Dzień wolności był dnia niej, nie tak jak dla Feli, dniem nowego życia. Pierwszą osoba, którą zobaczyła po otwarciu drzwi budynku w Volarach, w którym Niemcy porzucili kobiety, był amerykański żołnierz. Gerda i Kurt się w sobie zakochali. W powojennych wspomnieniach pisała jak bardzo ważne było dla niej, żeby mogła zostać żoną i matką. Dziewczyny bały się, że przez to co im zrobiono, nie będą mogły po wojnie mieć dzieci.Całym swoim życiem świadczyła później o tym, co jej się przydarzyło, opowiadała w USA jaka tragedia dotknęła grossroseńskie dziewczyny".

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top

Partnerzy

ŻYWA WIARA