Otwórz player w nowym oknie

Michał Potocki: Nie można zapomnieć, że agresja rosyjska na Ukrainie wciąż trwa

Michał Potocki: Nie można zapomnieć, że agresja rosyjska na Ukrainie wciąż trwa

„Nie można zapomnieć, że agresja rosyjska trwa na Ukrainie od 2014 roku. Nigdy się nie skończyła. Dalej na froncie, w Donbasie giną ludzie. Już w mniejszej liczbie, niż na początku, ale jednak trwa to nieprzerwanie. Otwarta ingerencja zbrojna Rosji byłaby wbrew jej interesom”- powiedział w Poranku „Siódma9” redaktor Michał Potocki („Dziennik Gazeta Prawna”).

Środowa rozmowa Anny Czytowskiej z redaktorem Michałem Potockim dotyczyła możliwego ataku Rosji na Ukrainę.

„Nie będzie pełnowartościowej agresji rozumianej jako marsz kolumn pancernych na Kijów. Jest to gra, którą toczy Putin, bo wygrał poprzednią grę w pogróżki. Wiosną tego roku pojawiały się informacje o tym, że Rosjanie gromadzą wojska na granicy z Ukrainą. Wówczas miało to na celu nakłonienie Amerykanów do zorganizowania szczytu Putin-Biden. Wtedy się udało, a jeżeli się udało, to czemu tego nie powtórzyć. Cele rosyjskie są dosyć znane, bo dość otwarcie je komunikują. Celem maksimum jest to, żeby Amerykanie uznali rolę Rosji za równorzędnego sobie partnera w rozwiązywaniu problemów globalnych i żeby uznali rolę Rosji w krajach, które sama Rosja uznaje za swoją strefę wpływów, z Ukrainą na czele. W tym celu Kreml podbija stawkę, eskaluje napięcie, więc niewykluczone są incydenty zbrojne. Jednak bardziej prawdopodobna jest rosnąca presja energetyczna. Gazprom stara się przesyłać na zachód najmniej gazu, jak tylko może, ale robi to tak, by nie łamać kontraktów z państwami europejskimi. Sama Ukraina ma problem z zapasami rożnych surowców energetycznych, głównie węgla. Jeżeli zima będzie ostra to ułatwi tę presję” - tłumaczył ekspert.

„Kijów na początku zaprzeczał możliwej agresji Rosji, jednak obecnie podchwycił trend narracji, że zagrożenie pełnowartościową inwazją jest najwyższe od lat. Zmienił swoje zdanie po otrzymaniu informacji od strony amerykańskiej i po ujawnieniu roli ukraińskich władz w uniemożliwieniu ściągnięciu do ich kraju rosyjskich najemników walczących w Donbasie. Zostali oni ujawnieni i przekazani Rosji. Ślady tej porażki wywołały na Ukrainie burzę. Zagrożenie rosyjskie nie minęło. Może przybierać różne formy. Może przybrać formę zbrojną, jednak zapewne nie taką, jak wyobrażają ją sobie zachodnie media” - mówił dziennikarz.

Wywiad dotyczył również sytuacji na granicy polsko-białoruskiej.

„Nie udało się Łukaszence otworzyć pełnowartościowego kanału przerzutowego. Wciąż przekroczenie granicy białorusko-unijnej jest relatywnie trudne. Odsetek przekroczeń nie jest tak wysoki, jak chcieliby tego Białorusini. Nie jest też prawdą, że granica jest szczelna, świadczą o tym liczby ubiegających się o azyl w Niemczech. Świadczy o tym również liczba kierowców zatrzymywanych, prowadzących pojazdy, w których znajdują się imigranci. Łukaszenka nie spodziewał się takiego oporu ze strony polskich i łotewskich pograniczników. W sensie finansowym jest to atrakcyjne, ponieważ państwo białoruskie ściąga haracz z każdego przyjeżdżającego imigranta. Białoruś również realizuje cele swojego sojusznika, jakim jest Rosja. Jednym z nich było przetestowanie naszych procedur na granicy w sytuacji kryzysowej. Stąd te próby eskalacji konfliktu i chwilowe szturmy na granicy. To wszystko jest testowaniem reakcji. Drugim celem jest próba doprowadzenia do rozłamów wewnątrz społeczeństw Polski i Litwy, jak i wewnątrz Unii Europejskiej. Cała operacja jednak nie okazała się pełnym sukcesem i przywódca reżimu nie może być w pełni zadowolony” - powiedział rozmówca Anny Czytowskiej.

„Fakt, że po rozmowie Merkel-Łukaszenka nastąpiło pewne uspokojenie, choć kryzys się nie zakończył, nie jest przypadkiem. Jakiś skutek ta rozmowa miała. Nie można uznać tej rozmowy za legitymizację władzy Łukaszenki. Nie został on nazwany prezydentem, w komunikatach niemieckich był on nazywany „Panem Łukaszenką”, nie liderem, prezydentem, czy przywódcą, nie było podanej jego funkcji. Jednak jedynymi osobami mającymi wpływ na to, co się dzieje na Białorusi jest Łukaszenka i Putin” - komentował Gość Poranka.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

back to top

Partnerzy

ŻYWA WIARA